3 POWODY, DLA KTÓRYCH „JOKER” TO STRASZNE GÓWNO

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page
Zawsze podejrzewałem, że wielka trójka hołubionych festiwali filmowych (Cannes, Berlin, Wenecja) kiedyś malowniczo się skompromituje (bo ich szefowie coś za bradzo lubią mieć wpływ na końcowy werdykt żuri), ale nigdy nie sądziłem, że zrobią to tak monumentalnie, jak w tym roku zrobił to dyrektor Festiwalu Wenecji, Alberto Barbera, przyznając Złote Lwy Jokerowi Todda Phillipsa i rozpływając się nad filmem w mediach.

Czemu? Bo jak się okazało, to jest strasznie słaby film, w dodatku niegrzeszący subtelnością w tym, co próbuje powiedzieć („psychopatów tworzy społeczeństwo” – wow, naprawdę?). Oto trzy powody, dla których Joker to strasznie gówniane kino.

SCENARIUSZ ORYGINALNY
Wbrew temu, co możemy sobie przeczytać na iMDB i innych Filmwebach, scenariusz Jokera nie powstał w ostatnich latach w głowie pana od trylogii Kac Vegas, ale w pierwszej połowie lat 70. napisał go Paul Schrader. Bo film Todda Philipsa to w zasadzie Taksówkarz (1976) i tematycznie, i konstrukcyjnie, z tą różnicą, że tam mieliśmy niestabilną jednostkę, która wchodzi na drogę przemocy, bo chce pomóc społeczeństwu, a tutaj mamy wykolejeńca, który na społeczeństwie chce się zemścić za lata poniżania i kłamstw (ta subtelna różnica leży u podstaw tego, czemu film jest tak odpychający, ale o tym za chwilę). Philips w swojej miłości doTaksówkarza jest tak dosłowny, że w Jokerze obasadza Roberta DeNiro w roli komika, którego ubóstwia nasz bohater; ale gdyby ktoś jeszcze nie zakumał tej inspiracji, subtelny reżyser pieczołowice odtwarza nawet scenerię tamtego filmu (Nowy Jork drugiej poł. lat 70.), co jest prawdopodbnie jedyną artystyczną wartością, którą należy zapisać na plus tej produkcji.

OSCAROWE AKTORSTWO, ŻE HO HO
„Ale Joaquin Phoenix przecież naprawdę postarał się, grając tego nieszczęśnika, prawda?” Srawda: to, co aktor uskutecznia w Jokerze, to w zasadzie ta sama rola, co w You Were Never Really Here (2017) Lynn Ramsay, tyle że z domieszką naiwności jego postaci z Her (2013) Spike’a Jonze i nieprzewidywalności bohatera Mistrza Paula Thomasa Andersona. Więc to, że do swojego standardowego emploi wycofańców bełkoczących coś pod nosem aktor dodał kolejną rolę, którą od poprzednich odróżnia nerwowy śmiech i wystające żebra, nie oznacza, że należą mu się za to nagrody. Srsly, to jest standardowy Phoenix – move along.

TARGET I WYMOWA IDEOLOGICZNA
Przysypiając na Jokerze, który niestety jako wypowiedź filmowa baaaardzo powoli dochodzi do sedna sprawy, człowiek zastanawia się, po co w zasadzie ten film powstał i dla kogo on jest. Bo jeżeli to kolejny film dla fanów Batmana i komiksów ogólnie, to tutaj jest ewidentnie za mało oryginalnych światotwórczych elementów, żeby wytłumaczyć jego istnienie. Joker jako nietrafiony komik, któremu pewnego dnia po prostu odpierdala, był już w ekranizacji klasycznego Zabójczego żartu (2016), a Nowy Jork jako Gotham w fandomie DC funkcjonuje praktycznie od czasu, kiedy Bob Kane w latach trzydziestych po raz pierwszy narysował uszy Batmana. Siur, Thomas Wayne na ekranie jeszcze nigdy nie był takim megalomanem i kapitalistyczną świnią jak tutaj, ale to za małe novum, żeby tłumaczyć sensowność kręcenia takiego filmu tu i teraz.

A to „tu i teraz” jest bardzo ważne (jeżeli nie najważniejsze), bo aktualnie żyjemy w czasach, gdzie podobnych bohaterowi tego filmu, zaszczutych i odrzuconych mężczyzn z kompleksem ojca, którzy wegetują w domach swoich matek, jest coraz więcej (hej, sam nim kiedyś byłem!), i coraz częściej wylewanie swoich frustracji w internetach przestaje im wystarczać. Więc robienie w dzisiejszych czasach wysokobudżetowego filmu, który jest apologią wrażliwego frustrata, który w końcu wychodzi na ulicę z pistoletem, do najmądrzejszych pomysłów nie należy.

„Ale i reżyser, i aktor mówią przecież, że oni przedstawili tę postać tak, że nie idzie się z nim identyfikować!” Orly? To oni chyba własnego filmu nie widzieli albo po prostu dopiero po czasie zorientowali się, że przez przypadek zrobili coś mocno dwuznacznego moralnie i teraz próbują się bronić. Poza tym od czasu roli Heatha Ledgera w Mrocznym Rycerzu Nolana postać Jokera to idol krnąbrnej młodzieży, którego plakaty wiszą po akademikach całego świata – taki psychopata, którego kochamy (jak Darth Vader czy Hannibla Lecter) – więc każdy reżyser biorący tę postać na warsztat, ma pełną świadmość, że wszystko, co ta postać będzie robiła na ekranie, będzie z automatu walidowane przez widza jako akceptowalne – bo to przecież jest nasz kochany Joker-rebeliant; a jeżeli reżyser tego nie wie, to znaczy, że jest idiotą i żadne studio nie powinno powierzać mu tak delikatnego zadania, gdzie wymagane jest bardzo jasne zakomunikowanie z ekranu, że takie a takie zachowania nie są cool. Martin Scorsese np. w swoich filmach ciągle pokazuje gangsterów i psyachopatów, ale za tym obrazem zawsze idzie jasny komunikat, że nie tędy droga; Todd Philips zdecydował się nie potępiać swojego bohatera, trzymając się od niego na dystans niczym Gaspar Noe w stosunku do wykolejeńców jego filmowego świata (Sam przeciw wszystkim, Wkraczając w pustkę); nie dziwi więc, że widząc ideologiczną pustkę tej filmowej wypowiedzi, Scorsese – zaproszony do bycia producentem tego hołdu dla jego kina – koniec końców wycofał się z projektu. Daję głowę, że Marty najzwyczajniej połapał się, że Philips – znany z rubasznych komedii jak Kac Vegas i Nim odejdą wody – nie kuma humanistycznych niuansów, które są niezbęne dla stworzenia klarownej wypowiedzi na temat przemocy i jej społecznych konsekwencji.

„Hej, mundralo, mylisz kreację z rzeczywistością. To jest tylko film!”
Powiedz to rodzinom tych 12 osób, które zginęły na premierze Mroczny Rycerz powstaje z ręki pojeba, który kazał nazywać siebie Jokerem, więc tej różnicy też ewidentnie nie widział. A wiesz czemu? Bo w dzisiejszych czasach fake newsów, rozmów z botami oraz Instagramowej fake-idylli tej różnicy już za bardzo nie ma.

Hollywood, grow the fuck up.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

3 komentarze

  1. Pawel pisze:

    Ja bym tu dodał że fim jest strasznie płytki intelektualnie i banalny. Musiałem kopać w internecie żeby znależć tą recenzję, bo jakiś tam Raczek jest totalnie tym gniotem zachwycony,

  2. Anonim pisze:

    no j Joker jest żałosny W TYM FILMIE, takiego Jokera Batman zjadłby na śniadanie i popił kawą , a do kreacji Heathea Ledgera , mimo że lubie Phoenixa, naprawde bardzo daleko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.