4 POWODY, DLA KTÓRYCH NOWY „OBCY” MOŻE BYĆ LEPSZY OD „PROMETEUSZA”

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

tumblr_oiqjd7uoly1qdhps7o8_r3_500

Jeżeli czytacie mnie już jakiś czas, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zdążyliście zauważyć jeden fakt – Ridley Scott to mój ulubiony reżyser. Pewnie zauważyliście też, jak bardzo stracił w moich oczach, decydując się na odcinanie kuponów od swoich dwóch najlepszych filmów – Obcego (1979) i Łowcy androidów (1982). Na ciąg dalszy tego ostatniego, w reżyserii Denisa Villeneuve’a, jeszcze sobie poczekamy, ale Prometeusza (2012) już widzieliśmy i, delikatnie mówiąc, nie spełnił on pokładanych w nim nadziei. Dzisiaj kilka słów o tym, jak kontynuacja tego nieudanego filmu może paradoksalnie okazać się całkiem dobrą częścią serii o fallicznych paskudach z kosmosu.

Przedwczoraj studio Twentieth Century Fox opublikowało pięciominutową scenę będącą wstępem do Obcego: Przymierza, który swoją premierę będzie miał całkiem niedługo, bo w drugiej połowie maja br. Prolog wyreżyserowany przez Jake’a Scotta (syna Ridleya) nie jest częścią samego filmu a dodatkową sceną nakręconą specjalnie na potrzeby kampanii reklamowej obrazu (a jak pokazał świetny marketing Prometeusza, czasem reklama potrafi przyćmić produkt, który stara się nam sprzedać).

Scena przedstawia nam załogę tytułowego statku kolonistów w początkowym momencie podróży na planetę, którą mają zasiedlić. Ostatnie godziny przed położeniem się do komór kriogenicznych pracownicy Weyland-Yutani* spędzają na brataniu się, piciu, hazardzie i górnolotnych przemowach o znaczeniu ich misji. Scenie tej w ciągu nieco ponad czterech minut udaje się zgrabnie przedstawić najważniejsze postaci dramatu, ich funkcje na statku i wzajemne relacje. Prolog napakowany jest również jest mnóstwem zmyślnych nawiązań do motywów z poprzednich filmów serii – sprawdźcie, ile z nich jesteście w stanie wyłapać sami:

*W ciągu dekady od wydarzeń Prometeusza konglomerat Petera Weylanda przejął japońską korporację Yutani i w Przymierzu jako główną korpo siłę mamy nie Weyland Industries, a znane i (nie)lubiane w uniwersum Obcego Weylan-Yutani.

Opublikowany kilka miesięcy wcześniej teaser Obcego: Przymierza nie dał mi podstaw, by po tej kontynuacji Prometeusza spodziewać się większej finezji. Ten krótki prolog natomiast daje mi podstawy, by sądzić, że ten film może Scottowi się nawet udać. Oto dlaczego.

4. ZAADRESOWANIE BŁĘDÓW PROMETEUSZA

2017-02-25_21-12-01

Jednym z mankamentów Prometeusza był fakt, że przy wszystkich ambicjach scenariusza tego filmu, by poszerzyć horyzonty uniwersum Obcego, jego bohaterowie byli tak pobieżnie przedstawieni (lub po prostu głupi – patrz: geolog Feifield), że w efekcie mało kogo obchodził ich los. I choć wygląda na to, że Przymierze rezygnuje z pytań o pochodzenie ludzkości na rzecz tzw. soft rebootu poprzez niejako powtórzenia struktury pierwszego filmu serii (czyli: załoga statku Weyland-Yutani zmuszona jest do zboczenia z kursu, by zbadać sygnał SOS pochodzący z planety, gdzie rozbił się statek kosmitów), ta jedna scena prologu pokazuje, że tym razem przynajmniej będziemy mieli do czynienia z postaciami z krwi i kości. Piętnaścioro członków załogi (misja ma na celu zasiedlenie nowej planety, więc dodatkowo dobranych w pary) już w trakcie tych pięciu minut zostało na tyle ciekawie scharakteryzowanych (miejsce w hierarchii załogi, sympatie/animozje względem innych jej członków), że chce się o nich wiedzieć więcej, a nawet im kibicować. I przede wszystkim wygląda na to, że na pokładzie tego statku – w odróżnieniu od Prometeusza – nie ma naukowców-idiotów, którzy ot tak zdejmują hełmy na powierzchni obcych planet lub gubią się na mapie, którą sami stworzyli.

3. ZABAWA SCHEMATAMI SERII

2017-02-25_21-04-44

Po krytyce niespełnionych ambicji Prometeusza Ridley Scott w nowym filmie serii postanowił postawić na to, co w  Obcym sprawdza się najlepiej i zreplikować schemat powtarzany w uniwersum Obcego (czyli filmach, książkach, komiksach i grach) od czasu pierwszego filmu. Będziemy więc mieli załogę statku, która na obcej planecie spotyka zarazę z kosmosu w postaci klasycznych już jaj, facehuggerów i ksenomorfów, i najzwyczajniej próbuje nie dać się zabić. Niedokończone wątki z Prometeusza (wyprawa na planetę Inżynierów, by dowiedzieć się, czemu chcieli zniszczyć życie na Ziemi) i postaci, które tamta historia pozostawiła przy życiu (archeolożka Shaw i android David), będą kontynuowane, ale niejako w tle – stąd osadzenie akcji dekadę później od tamtych wydarzeń, rezygnacja z tytułu sugerującego kontynuację Prometeusza i powrót do głównego brandu serii. Wybór drogi tzw. soft rebootu zwykle nie przynosi dobrych efektów (vide odtwórcze Przebudzenie Mocy), ale scena prologu oraz to, co widzieliśmy w teaserze, pokazuje, że Scott i scenarzyści nie boją się igrać ze schematami serii – albo przez kreatywne przetwarzanie najpopularniejszych motywów (tym razem Obcy z organizmu nosiciela będą wydostawać się przez plecy lub usta), albo wręcz ich wyśmiewanie (załączona powyżej fragment nawiązujący do narodzin Obcego z pierwszego filmu). Film pokaże, dokładnie na ile tej odwagi im starczyło, ale jestem pozytywnej myśli – w końcu Scott za chwilę będzie miał 80 lat, więc to też nie jest tak, że nie chce za bardzo eksperymentować w obawie o to, że będzie miał przechlapane u 20th Century Fox (które jest właścicielem praw do postaci i finansuje wszystkie filmy o Obcym). Na tym etapie ojciec serii ma tak mało do stracenia, że w zasadzie może robić, co tylko mu się zamarzy.

2. OBSADZENIE AKTORÓW NA PRZEKÓR TYPOWI

2017-02-25_20-49-52

James Franco i Danny McBride od wielu lat stanowią zgrany komediowy duet (Boski chillout, Wasza wysokość, To jest już koniec), jednak wygląda na to, że u Scotta nie będą mieli okazji porywalizować o to, kto w filmie będzie stanowił lepszą komediową odskocznię. Prolog jasno sugeruje, że Franco w Przymierzu gra całkiem dorzecznego kapitana tytułowego statku (choć jego aktualny stan zdrowia pokazuje, że długo sobie nie pogra), a McBride – choć niepozbawiony swojej naturalnej rubaszności – odpowiada tutaj za pilotowanie maszyny; i coś mi mówi, że to właśnie on będzie miał w filmie najciekawszą rolę, gdzie – podobnie jak nieco zmarnowana w Prometeuszu postać grana przez Idrisa Elbę – zasłuży na kontrastującą z jowialnością postaci scenę poświęcenia i heroizmu.

1. FASSBENDER RAZY DWA

tumblr_oit7bbbhbm1uahsj4o1_500

To, jak Michael Fassbender zagrał androida Davida, było jednym z najciekawszych aspektów Prometeusza. Postać sztucznego człowieka na statku to jeden z nieodłącznych elementów każdej historii z uniwersum Obcego, a irlandzki aktor swoją zniuansowaną kreacją pięknie kontrastował z androidami granymi wcześniej przez Iana Holma, Lance’a Henrikssena czy, hmm, Winonę Ryder. W Przymierzu Fassbender będzie miał jeszcze trudniejsze zadanie, bo tą samą twarzą będzie musiał zagrać dwa androidy – znanego z poprzedniej części amoralnego Davida i Waltera, będącego pomocnikiem ludzi na pokładzie Przymierza. Scena prologu pokazuje, że z tego aktorskiego zadania aktor prawdopodobnie wyjdzie obronną ręką: Fassbender tak moduluje głos, by jego Walter brzmiał całkiem inaczej niż Dawid, a jego mowa ciała i spojrzenie mają w sobie więcej z opiekuńczości Bishopa z Decydującego starcia i Obcego 3 niż tej wytrenowanej służalczości, która bije od Davida. Jeżeli Scott nie da obu androidom choć jednej wspólnej sceny, będę mocno zawiedziony, bo podwójna kreacja Fassbendera jak na razie jest dla manie najjaśniejszym punktem tej produkcji.

 

I tak przynajmniej ja to widzę na tę chwilę. Wiem, wiem – Prometeusz też miał genialne materiały marketingowe, a jaki koniec końców okazał się sam film, każdy widzi.Czy moje nadzieje i tym razem okażą się płonne, przekonamy się jeszcze przed wakacjami – Wy w tym czasie możecie w komentarzu napisać, czy w ogóle wybieracie się na ten film i jakie są Wasze oczekiwania względem nowego Obcego.

945487

 

Źródła: YouTube, Giphy

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

Podobno też fajne...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.