8 POWODÓW, DLA KTÓRYCH „NIENAWISTNA ÓSEMKA” TO ŚWIETNY FILM

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Ósmy film Quentina Tarantino zbiera nie do końca pochlebne recenzje. Recenzenci kręcą nosem, że to w zasadzie powtórka ze Wściekłych psów, że jak na trzy godziny seansu to niespecjalnie dużo tam się dzieje, a całość bardziej niż film kinowy przypomina rozwleczony teatr telewizji. Ja sam po pierwszym seansie też nie byłem do końca przekonany, ale po obejrzeniu filmu drugi raz dochodzę do wniosku, że to jeden z najlepszych filmów Tarantino.

Oto osiem powodów, dla których ósmy film QT jest jednym z jego najlepszych:

1. ZAMIERZONA AUTOIRONIA

Do tej pory Tarantino swoją filmową konfekcję szył ze wszystkiego, co podpatrzył u innych – francuskiej nowej fali, spaghetti westernów, slasherów, kina blaxploitation czy filmów kung fu. W Nienawistnej ósemce po raz pierwszy na tapetę bierze własny dorobek i podobnie jak z kinem innych, tak teraz bawi się tym, co charakterystyczne dla jego filmów. Jedną z tych kilku rzeczy, które muszą znaleźć się w filmie Tarantino, jest długa scena przy stole, w trakcie której niezobowiązująca pogawędka przekształca się w pełny realnej grozy dialog, na koniec którego ktoś pewnie straci życie (patrz: scena w chatce otwierająca Bękartów wojny czy Leonarda DiCaprio monolog z czaszką w Django). W Nienawistnej ósemce QT zastanawia się, jak ten charakterystyczny motyw sprawdziłby się, gdyby scena taka rozciągnięta została do trzech godzin. I wiecie co? To jak najbardziej działa. Świadome związanie sobie rąk i ograniczenie się do w zasadzie tej jednej lokacji ukróca efekciarskie zapędy QT i pozwala reżyserowi trzymać wodze swojej dzikiej fantazji i skupiać się na przekazaniu zasadniczej treści, jaką w przypadku jego ósmego filmu jest pokazanie dzisiejszej Ameryki jako przedłużenia nastrojów społecznych, które panowały w Stanach zaraz po wojnie secesyjnej.

 

2. TO PIERWSZY POWAŻNY FILM QUENTINA TARANTINO

Nienawistna ósemka to pierwszy film Tarantino, w którym komentarz społeczny jest ważniejszy niż postmodernistyczna zgrywa. Reżyser miewał już ciągoty do moralizowania: w Death Proof dekonstruował formułę slashera, dając kobietom władzę nad ich prześladowcą, a w Django dawał upust swoim wnioskom na temat źródeł rasizmu we współczesnych Stanach Zjednoczonych. Zawsze jednak ten komentarz był jakby przy okazji, a na pierwszym planie musiała być zabawa kinem i żonglowanie cytatami z tego, co reżyserowi zostało w głowie po latach oglądania filmów w wypożyczalni wideo. Tym razem jest inaczej: komentarz na temat dzisiejszych Stanów to sedno tego, co QT chce nam przekazać – stąd ulokowanie 90% akcji w jednej wielkiej chacie, która ma symbolizować cały kraj (a jej mieszkańcy – amerykańskie społeczeństwo). I jak w rzeczywistości, tak w filmie: Biali z Południa nie cierpią Czarnych, Czarni pomiatają Meksykanami, a Meksykanie – najniżej w tej hierarchii – lawirują tak, żeby najzwyczajniej w świecie przeżyć w świecie jednych i drugich. I pomimo tego, że wszyscy ściśnięci są w tym jednym przybytku, zamiast współpracować, każdy myśli tylko o jednym: jak wykorzystać innych do realizacji własnych celów. A końcowe przymierze dwóch ideologicznych antagonistów pokazuje, że – tak jak po 11 września 2001 – jedynym, co Amerykanów jest w stanie zjednoczyć, to widmo terroru z ręki kogoś, kogo nienawiść do ludzi potrafi równać z ziemią całe miasta.

 

3. TO ŚWIETNY FILM BOŻONARODZENIOWY

Nienawistna ósemka w Stanach Zjednoczonych weszła na ekrany na chwilę przed Bożym Narodzeniem, i nie jest to przypadek. Nie dość, że reżyser akcję filmu umieszcza dokładnie w tym okresie (nawet postać grana przez Michela Madsena rzekomo jedzie do matki na Święta), to sama konwencja filmu przywołuje ten specyficzny czas, kiedy na kilka dni jest się uwięzionym w domu z najbliższymi. I tak jak podczas Świąt w towarzystwie dawno nie widzianej rodziny, tak też tutaj początkowe grzeczności zaczynają ustępować zniecierpliwieniu, by koniec końców skrywane uprzedzenia i żale znalazły dobitne ujście. Gdyby Nienawistna ósemka oglądana była w Drugie Święto, ten genialny zamysł reżysera na pewno byłby bardziej czytelny dla widzów, a najlepsza scena w filmie – ta w której dochodzi do konfrontacji dwóch bohaterów przy akompaniamencie „Cichej nocy” nieudolnie granej na pianinie przez Meksykanina Boba (Demian Bichir) – kopałaby po dupie jeszcze bardziej.

 

4. NAJPIĘKNIEJSZE KOLORY, JAKIE ZOBACZYSZ W KINIE

Nie znam się na sztuce operowania światłem, ale wiem, kiedy widzę coś, co zapiera dech w piersiach. Nie wiem, na ile wizualne wysmakowanie Nienawistnej ósemki bierze się z zastosowania w filmie zapomnianej technologii kręcenia na 70 mm, ale kolory, które Robert Richardson wyciąga z kostiumów Courtney Hoffman i dekoracji Yoheia Tanedy to najpiękniejsza kolekcja barw, jaką ostatnio widziałem w kinie. To, jak karnacja Samuela L. Jacksona zestawiona została z czerwienią jego krawatu i żółcią wewnętrznej strony płaszcza, to po prostu dzieło sztuki. Wnętrze drewnianej chałupy z dziewiętnastego wieku jeszcze nigdy nie wyglądało tak dobrze jak tutaj.

 

 

5. MUZYKA ENNIO MORRICONE RÓWNIE DOBRA JAK W „CZYMŚ” CARPENTERA

Tarantino nigdy nie krył się z tym, że słynny horror Johna Carpentera z 1982 r. uważa za arcydzieło, więc naturalnym było, że w równie klaustrofobicznej Nienawistnej ósemce będzie chciał mieć podobną oprawę dźwiękową. Kto by pomyślał, że uda mu się zatrudnić kompozytora, który wówczas muzyką budował suspens wśród pracowników polarnej stacji badawczej, i że ten osiemdziesięciopięcioletni dzisiaj fachura stworzy na potrzeby jego filmu dźwięki równie dobre jak wtedy. Złowieszczy, powtarzany w nieskończoność przewodni motyw muzyczny Nienawistnej ósemki to nic wyszukanego, ale napięcie podkreśla jak mało który motyw muzyczny w ostatnim czasie.

 

6. TO NAJLEPSZY FILM KURTA RUSSELA OD LAT

QT znany jest z tego, że w swoich filmach wywołuje z aktorskiego niebytu dawne talenty. Tak zrobił m.in. z Johnem Travoltą, Pam Grier i Davidem Carradine, tak teraz robi z Kurtem Russelem, którego już wcześniej zaprosił do swojego Death Proof (2007). Szalony wąs Russela w ciągu ostatniego roku zdążył zagrać całkiem dobrą rolę w innym westernie (Bone Tomahawk), ale to rola wygadanego łowcy głów w Nienawistnej ósemce jest jego najciekawszym dokonaniem od lat. Pyszałkowaty, podejrzliwy, ale jednocześnie przesympatyczny – pomimo brutalnego zachowania w stosunku do swojej więźniarki. Obsadzenie Russela właśnie w tej roli to diabelnie cwany casting – także ze względu na skojarzenia z The Thing oraz wynikające z tego przeświadczenia widzów na temat tego, kto z zajazdu, w którym dzieje się akcja, koniec końców wyjdzie żywy.

 

7. TO NAJLEPSZY FILM JENNIFER JASON LEIGH OD LAT

W hollywoodzkim kinie mało jest równie niemych ról, które mówią tak wiele. Przez pierwsze dwie godziny Nienawistnej ósemki wieziona na stryczek Jennifer Jason Leigh artykułuje zaledwie kilka zdań, ale jej pełna sarkazmu mimika i wisielczy humor każą nam zakochać się w tej postaci – nawet jeżeli podskórnie wiemy, że na każdy łokieć w nos, który dostaje od postaci Kurta Russela, rzeczywiście zasłużyła jakąś okropną zbrodnią. Przemiana, którą postać Leigh przechodzi w końcówce filmu, kiedy jej szanse na przeżycie drastycznie spadają, to jeden najbrutalniejszych elementów tego filmu (a ten – jak wszystkie filmy QT – jest konkretnie brutalny); nagle obudzona zwierzęca wręcz chęć przeżycia pokazuje nam prawdziwą, jędzowatą twarz postaci, a my zastanawiamy się, jakim cudem wcześniej udało jej się zaskarbić sobie naszą sympatię. Ta jedna scena skontrastowana z sekwencją, w której postać Leigh delikatnie śpiewa przy akompaniamencie gitary, pokazuje jak wiele ta 53-latka ma jeszcze do zaoferowania jako aktorka.

 

8. TO NAJLEPSZA FILM WALTONA GOGGINSA W OGÓLE

Mógłbym napisać tutaj o tym, jak to Samuel L. Jackson dostał tym filmem od Tarantino najlepszą rolę w swojej karierze (bo tak pewnie jest), ale że Jackson zawsze u QT ma najlepsze role, to miejsce to postanowiłem poświęcić mało znanemu Waltonowi Gogginsowi, który jak dla mnie kradnie wszystkim ten film. Bo Goggins to aktor charakterystyczny wyspecjalizowany w rolach rasistowskich przygłupów z Południa (takiego też grał w Django), ale tutaj, z pomocą QT, pokazuje, że potrafi być kimś więcej niż tylko postacią komiczną. Grany przez niego szeryf potrafi zachowywać się jak wiejski głupek, by za chwilę pewnie i elokwentnie bronić honoru konfederackich żołnierzy, a Goggins swoją dykcją, manieryzmami i językiem ciała lepi to tak, że nie ma w tym żadnej sprzeczności. Szeryf Mannix to najmniej jednoznaczna, najciekawsza postać Nienawistnej ósemki, więc jeżeli dobrnęliście do tego miejsca i jeszcze nie znaleźliście powodu, żeby obejrzeć ten niby najsłabszy film QT, zróbcie to dla Waltona Gogginsa, bo to m.in. dzięki niemu z kina wyjdziecie zastanawiając się, jak ten film może komuś się nie podobać.

 

Źródła: materiały dystrybutora

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

2 komentarze

  1. Seba13 pisze:

    Nienawistna Ósemka jest naprawdę genialna! Zgadzam się w 100%, realizacja filmu to prawdziwy majstersztyk!

  2. Anonim pisze:

    Przyznam, ze lepiej znam najnowsze filmy Tarantino, niz te wczesniejsze (z oczywistym wyjatkiem w postaci Pulp Fiction) i jestem pod wielkim wrazeniem, jak Tarantino sprawnie laczy humor, ironir, popkulturowe skojarzenia z czyms powazniejszym, ze spolecznym komentarzem czy pewna historyczna refleksja. Dla mnie najlepszym (a moze po prostu ulubionym, najblizszym mojej wrazliwosci) filmem QT sa Bekarty wojny. W przypadku Nienawistnej osemki, podobnie jak w Django ogladalam jednak z pewnym dystansem – prawdopodobnie dlatego, ze mowi o bardzo amerykanskich postawach, emocjach, dotyczy amerykanskiej historii – to nie znaczy, ze jest tylko dla Amerykanow, ale jednak mowi cos bardzo istotnego o amerykanskiej mentalnosci, ktora jest jednak inna od europejskiej/polskiej.
    Ten dystans, czy moze raczej lekka niepewnosc co do wlasnych umiejetnosci wylapania pewnych niuansow kulturowo-spolecznych w zaden sposob nie umniejsza jednak mojego zachwytu nad rzemieslniczym aspektem filmu – tutaj wszystko zagralo: muzyka (naprawde potrafie totalnie olac warstwe muzyczna, tutaj tego nie sposob zignorowac i to jest wielki komplement dla kompozytora), scenografia, montaz, scenariusz, wreszcie aktorstwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.