A VERY MURRAY CHRISTMAS

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

USA, 56 min.
Reż. Sofia Coppola
Dystrybucja: Netflix

W Stanach Zjednoczonych istnieje długa tradycja programów muzycznych przygotowywanych przez gwiazdy z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Robili tak m.in. Frank Sinatra, Bing Crosby i Judy Garland – w tym roku ukłon w stronę tego formatu robi ulubiony aktor Sofii Coppoli, Bill Murray.

Jeżeli powyższy fotos automatycznie skojarzył się Wam z Między słowami (2003), to już wiecie, jaki efekt chciała osiągnąć reżyserka – oto po dwunastu latach od swojego najciekawszego dokonania filmowego Sofia Coppola próbuje odtworzyć ten specyficzny rodzaj ciepłej melancholii, który zapewnić może jedynie Bill Murray. Bo w Hollywood Murray to niekwestionowany król smutnej komedii, uwielbiany przez publiczność i prasę filmową – aktor, którego nie da się nie lubić i któremu wybacza się wszystko (nawet filmy tak złe jak Gra namiętności z Megan Fox).

Dlatego nikogo nie powinien dziwić fakt, że Netflix lekką ręką dał Coppoli pieniądze na program, w którym Murray miał śpiewać świąteczne piosenki – pomimo tego, że do wokalnego talentu Tony’ego Bennetta aktorowi raczej daleko. Producenci pewnie byli przekonani, że połączenie Coppoli i Murraya to automatyczna gwarancja jakości, a formuła godzinnego programu muzycznego wzbogaconego plejadą gwiazd może tę jakość jedynie podwyższyć. Cóż, pomylili się – jak żona, która myślała, że kolejne skarpetki pod choinką to prezent, który i tym razem ucieszy męża.

W format telewizyjnego show ze świątecznymi piosenkami wpisana jest umowność, ale my od lat ją akceptujemy – razem ze sztucznym śniegiem i pojawiającymi się znikąd tancerkami. W A Very Myrray Christmas tę konwencję podobnie kupujemy z całym dobrodziejstwem inwentarza, jednak trudno nam przymknąć oko na marną jakość tego, co miało stanowić główną wartość tego przedsięwzięcia, czyli interakcje prowadzącego z zaproszonymi gośćmi. Bo choć w programie pojawiają się  m.in. Michael Cera, Chris Rock, Amy Poelher, Jason Schwarzman i George Clooney, większość skeczy, które Murray z nimi odgrywa, wygląda na improwizowane i przy tym całkiem pozbawione polotu. Nie pomaga temu fakt, że Coppola przyjęła tutaj konwencję, w której grający siebie Murray od początku wyraża niechęć do kręcenia tego programu (no bo przecież jest wiecznie niezadowolonym Murrayem); w ten sposób nie dość, że cały czas widzimy kręcącego nosem prowadzącego, sami też niespecjalnie możemy dobrze się bawić, słuchając niespecjalnie dobrych dialogów.

I tak od utworu do utworu. Coppoli pomagają co prawda muzycy Phoenix (zespołu jej męża) – których także możemy zobaczyć w małym epizodzie – ale ani oni, ani nawet mocny głos Miley Cyrus (bo głos to akurat ona ma) jest w stanie uratować całości. Ot, takie lekko nudnawe, całkiem prywatne spotkanie kilku znajomych, którzy lubią ze sobą pracować, a którego my wcale nie musieliśmy oglądać. Prawdę mówiąc, chyba lepiej by było, gdyby po prostu wspólnie pośmiali się przy bożonarodzeniowym stole, zamiast zmuszać się do formatu, który nie do końca im w duszy gra.

(3 x KLAPS! = przeciętny film)

 

Źródło: materiały dystrybutora
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.