ALIEN: COVENANT – ORIGINS

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

alien_covenant_origins

Autor: Alan Dean Foster
Wydawnictwo: Titan Books
Data wydania: 26 września 2017
Liczba stron: 352
Cena: $7.99 (okładka miękka)

Czego jak czego, ale serii Obcy to ja akurat jestem fanem (przez duże F). Od lat konsekwentnie czytam powieści ze świata Obcego, kupuję komiksy, gram w gry – nawet jeżeli seria ta z każdym nowym filmem coraz bliżej zapuszcza się w rejony autoparodii. Z tego też powodu z zaciekawieniem sięgnąłem po nową książkę Alana Deana Fostera, której akcja dzieje się przed wydarzeniami Obcego: Przymierza – drugiego najgorszego filmu serii.

Czyli co, w końcu dowiemy się czegoś więcej na temat cywilizacji Inżynierów? A może coś więcej o długoletniej podróży androida Davida i dr Shaw na ich planetę?

Nic z tych rzeczy.

XXth Century Fox, właściciel praw do postaci Obcego, bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z faktu, że obie powyższe kwestie są dla fanów na tyle interesujące, że można zrobić z nich osobne filmy i rzeszy fanboyów sprzedać je z dużym zyskiem. Aktualnie wszystkie wydawnictwa, które mają być oficjalną częścią kanonu świata Obcego, muszą bardzo uważać, żeby nie wchodzić na poletko Ridleya Scotta i przez przypadek nie podkradać mu pomysłów (bo wszyscy wiedzą, że na tym etapie chłop ma ich mało), dlatego też za rekomendacją studia prequelowa powieść Fostera obrała za temat… przygotowania Weyland-Yutani do misji kolonizacyjnej statku Covenant.

Brzmi to jak przepis na najnudniejszą książkę ever, ale na szczęście powieść Fostera to nie 350 stron przedruku korporacyjnej dokumentacji projektowej, zamówień na sprzęt, raportów z przeglądów silników i notatek z paneli rekrutacyjnych. Nie, bo oto okazuje się, że pierwsza na tak wielką skalę misja kolonizacyjna ma w świecie powieści swoich przeciwników, a ci są w stanie zrobić dosłownie wszystko, żeby statek Weyland-Yutani nie opuścił orbity okołoziemskiej…

Alan Dean Foster jako autor SF postrzegany jest głównie jako bardzo sprawny wyrobnik. Od lat siedemdziesiątych niby regularnie coś tam własnego pisze (np. saga Spellbinder), ale świat kojarzy go przede wszystkim z książkowych wersji popularnych filmów, które tworzy na zamówienie Hollywoodu. Foster beletryzował już wszystko – od epizodów Gwiezdnych wojen i Star Treka po Terminatora: Ocalenie i serię Transformers (wow, to tak się w ogóle da?). Dla XXth Century Fox autor jest nadwornym skrybą serii Obcy (pisał nowelizacje wszystkich filmów oprócz części czwartej), więc był najlepszym kandydatem do opracowania nieznanych perypetii bohaterów, których rok wcześniej opisywał na potrzeby powieściowej wersji Obcego: Przymierza. I to w zasadzie jest największa wartość dodana powieści Alien Covenant – Origins: członkowie załogi statku, którzy w filmie zostali tak zlewczo potraktowani przez Scotta i scenarzystów, że w zasadzie trudno było ich w ogóle zapamiętać (nie mówiąc o przejmowaniu się ich losem), u Fostera dostają swoje 15 minut – chociaż też nie wszyscy.

Z okładki powieści łypie do nas Daniels (grana w filmie przez Katherine Waterston), ale to nie ta postać gra tu pierwsze skrzypce.

Demián Bichir jako sierżant Dan Lopé

Demián Bichir jako sierżant Dan Lopé

Choć zarówno ona, jak i jej mąż, kapitan Branson, oraz piloci Tennessee i Feris występują w powieści w znaczących rolach (przygotowują zakotwiczony na orbicie statek do rychłego odlotu, jednocześnie broniąc go przed próbami sabotażu), w głównym wątku śledzimy szefa ochrony Covenant, Lopé’a (w filmie grał go Demián Bichir), który jako jedyny oficer statku nadal przebywający na Ziemi zajmuje się finalizacją rekrutacji na ostatniego członka załogi. Gdy już go znajdzie, [SPOILER] oboje zostaną zmuszeni pomóc Weyland-Yutani odnaleźć sektę, która pod przywództwem proroka nawiedzanego wizjami apokalipsy z kosmosu, wszelkimi możliwymi sposobami stara się zmusić korporację do zaprzestania misji kolonizacyjnej.

Alien: Covenant – Origins to także pierwszy kanoniczny tekst z uniwersum Obcego, w którym dane jest nam poznać Hideo Yutani – CEO japońskiej firmy, która przejęła korporację Weylanda po kryzysie spowodowanym zaginięciem założyciela podczas misji Prometeusza. Japońskiego prezesa jakoś specjalnie dużo w powieści nie ma, ale napisany jest na tyle ciekawie, że stanowi miły dodatek do książki, która – nie okłamujmy się – do najlepszych nie należy. [SPOILER END]

Pierwszym problemem jest styl Fostera. Autor najzwyczajniej w świecie pisze tak, jakby nie za bardzo mu się chciało. Rozpoczyna kolejne podrozdziały niepotrzebną rekapitulacją tego, co dany bohater przeżył w poprzednim (hej, ja to wiem – przed chwilą o tym czytałem!), a filtrując narrację przez charakter poszczególnych postaci, robi minimum, żeby je od siebie odróżnić. Czasem zdarza mu się wręcz mijać z prawdą: w jednym rozdziale opisuje zbrojne starcie w którym zginął cyt. „tuzin ludzi”, by za kilka stron stwierdzić, że „na szczęście nie było żadnych ofiar”.

71jvv7apnplAle tę niechlujność stylu autora nawet dałoby się wytrzymać, gdyby sama historia była wystarczająco angażująca. Niestety, intryga Alien: Covenant – Origins opiera się na założeniu, że jesteśmy w stanie uwierzyć w fakt, [SPOILER] że zwykły, niespecjalnie majętny ani bystry człowiek jest w stanie stworzyć potężną organizację terrorystyczną jedynie na podstawie tego, że ma wizje jakiejś zarazy, którą ludzkość przywiezie z kosmosu. (Tak, człowiek, który nie chce dopuścić do misji kolonizacyjnej Weyland-Yutani, armię swoich wyznawców zdobył, mówiąc im, że śnią mu się koszmary z kosmitami w roli głównej.) [SPOILER END] Przez to ewidentne przeszarżowanie ze strony autora trudno brać na poważnie to, co Foster próbuje nam sprzedać na tych ponad trzystu stronach – nawet jeżeli w niektórych momentach fabuła potrafi zainteresować  (patrz: ciekawie zainscenizowany atak terrorystów na japońską siedzibę Weyland-Yutani).

Z tych oto powodów Alien: Covenant – Origins czyta się tak, jak oglądało się film, z którego pochodzą bohaterowie książki – czyli z narastającym zniecierpliwieniem. Podobnie jak Obcy: Przymierze, powieść Fostera robi smaka na ciekawą, emocjonującą odsłonę serii, by już za chwilę tę szansę zaprzepaścić przez niedorzeczności fabuły i zwykłe lenistwo autora. Tą powieścią XXth Century Fox już drugi raz w tym roku nabija fanów Obcego w butelkę, potwierdzając, że jeżeli chodzi o Aliena, na tym etapie bardziej obchodzi ich ilość niż jakość.

Z drugiej strony, czego ja się spodziewałem? W końcu Alien: Covenant – Origins to powieść ze świata Obcego, w której… nie zobaczymy żadnego Obcego. To po prostu nie mogło się udać.

Clapper-boardSMALL-GREYClapper-boardSMALL-GREY

(3 x KLAPS! = przeciętna powieść)

Alien: Covenant – Origins w miękiej oprawie do nabycia na stronie Titan Books. Ośmioipółgodzinnego audiobooka odsłuchacie, korzystając z Audible.

Źródła: materiały wydawnictwa

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

Podobno też fajne...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.