ANDY WEIR „MARSJANIN”

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page


(The Martian)
Autor: Andy Weir
Tłumaczenie: Marcin Ring
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 19 listopada 2014
ISBN 9788377588178
Liczba stron: 384
Cena: 29,90 zł

Przeniesiona w tym roku na duży ekran powieść Andy’ego Weira to list miłosny do klasycznej fantastyki naukowej i NASA. To także wspaniały przykład tego, że determinacją i ciężką pracą można osiągnąć spektakularne wyniki – np. zostać autorem jednego z najlepszych powieściowych debiutów nowego wieku.
Andy_Weir_at_NASA_JSC-crop

Andy Weir w Centrum Lotów Johnsona, 2015 r.

Urodzony w Kalifornii Weir za dzieciaka zaczytywał się w klasycznej SF od Isaaca Asimova i Arthura C. Clarke’a. Jako syn fizyka i inżynier elektryk chłopiec miał naturalne ciągoty do nauk ścisłych, dlatego nikt specjalnie nie zdziwił się, gdy w wieku ledwie piętnastu lat zatrudniony został jako programista w Sandia National Laboratories – jednym z dwóch najważniejszych ośrodków badawczych Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych. W swojej długoletniej karierze tworzył kod m.in. dla America Online i Blizzarda (gdzie pracował nad Warcraftem II), ale jego pasją po godzinach pozostawała kreatywna nerdoza. Na swojej stronie publikował autorskie komiksy i fanfiki ze światów Sherlocka Holmesa i Doktora Who, jednocześnie przez lata zbierając materiał do swojej debiutanckiej powieści. Bestsellerowy dzisiaj Marsjanin oryginalnie publikowany był w odcinkach na stronie autora, by później na prośbę czytelników w 2011 r. wyjść w formie ebooka, który Weir sam przygotował i wystawił na Amazonie w symbolicznej cenie 99 centów. Gdy chałupnicza publikacja nikomu nieznanego debiutanta zaczęła bić rekordy sprzedaży (35 tys. egzemplarzy w 3 miesiące), powieścią zainteresowali się poważni wydawcy. Tytuł koniec końców pozyskała Crown Publishing Group, zapłaciwszy za prawa do druku ponad 100 tys. dolarów. Czemu tak dużo? Bo opisana w Marsjaninie historia to murowany hit i jednocześnie najlepsza rzecz, jaka przydarzyła się fantastyce naukowej od co najmniej dekad.

OK, co w takim razie w Marsjaninie jest tak specjalnego? Przede wszystkim podejście do gatunku: historia pozostawionego na Marsie astronauty Marka Watneya i misji ratunkowej na Czerwoną Planetę napisana została z tak nabożną dbałością o szczegóły, że gdyby nie fakt, że człowiek w rzeczywistości nie dotarł jeszcze na Marsa, powieść Weira mogłaby ujść z literaturę popularnonaukową. Wiedza gromadzona przez Weira na potrzeby tworzenia tej historii tylko w małej części oparta była na edukacji wyniesionej ze szkół. Astrofizyka, historia lotów w kosmos, mechanika pojazdów NASA, geologia, topografia i fizyka Marsa, biologia, chemia, a nawet botanika – cała wiedza, która bohaterowi książki umożliwia przeżycie na Czerwonej Planecie, wcześniej została nabyta przez samego autora, a większość obliczeń matematycznych i reakcji chemicznych, które w książce przeprowadza Watney, wstępnie sprawdził sam autor, korzystając z informacji ogólnodostępnych w Internecie. I choć większość riserczu zrobiono przez wyszukiwarkę Google’a, Marsjanin jest tak bogatą kopalnią praktycznej, twardej wiedzy na temat teoretycznych problemów (i ich rozwiązań) związanych z misjami na Marsa, że pod wrażeniem była sama NASA (której pracownicy – nomen omen – są głównymi bohaterami książki).

The_route_of_'The_Martian'_-_from_Chryse_Planitia_over_Arabia_Terra_in_the_Martian_highlands_to_Ares_4

Dystans pokonany przez bohatera książki na Czerwonej Planecie.

Na szczęście czytelnika tę nerdowską miłość do sprawdzonej wiedzy Weir przełamuje samym bohaterem, którego poczucie humoru i niewyparzony język stanowią dobrą przeciwwagę dla natłoku liczb i pierwiastków, które płyną z kart powieści. Mark Watney jest współczesną, ironizującą wariacją na temat Robinsona Crusoe, a dziennik, który prowadzi, by udokumentować swoje dni na Marsie, to najlepsza część powieści. Szczegółowe opisy procesu hodowania ziemniaków w jednym z pomieszczeń marsjańskiej bazy przemieszane są z rantami na temat kolekcji disco, pozostawionej przez kapitan marsjańskiej misji, by za chwilę płynnie przejść do sarkastycznych refleksji nad przemijaniem i ludzką fizjologią; wszystko to daje fascynujący obraz człowieka, który przy całej grozie sytuacji, zdrowym rozsądkiem próbuje walczyć zarówno z wrażą naturą obcej planety, ale przede wszystkim z własną samotnością (dzienniki to dla bohatera forma uporządkowania rzeczywistości i namiastka kontaktu z drugim człowiekiem).

Epistolarny charakter dzienników Watneya przeplatany jest trzecioosobową narracją, w której poznajemy wracającą na Ziemię załogę misji Watneya oraz pracowników NASA, którzy nią kierują. Język tej części jest dużo mniej żywiołowy niż pierwszoosobowe monologi Watneya, ale i tutaj znajdziemy świetnie napisane postaci, jak chociażby Szef Misji Marsjańskich Venkat Kapoor, czy walcząca z poczuciem winy kapitan Lewis. Obie te warstwy powieści łączą się w bardzo zgrabnie wyważoną całość, a dzięki lekkości pióra Weira im dalej w powieść, tym zakorzenienie w rzeczywistość postaci staje się mocniejsze. Aż do ostatniej strony, kiedy naprawdę trudno się z tym światem rozstać.

Niespodziewany sukces kasowy adaptacji Ridleya Scotta pokazał, jak historia niezłomnego astronauty przedstawiona w powieści Weira potrafiła zawładnąć wyobraźnią ludzi. Marsjanin to fantastyka, literatura popularnonaukowa i powieść ku pokrzepieniu serc w jednym, i nie dziwi fakt, że niezłomny Mark Watney – z twarzą Matta Damona czy bez – stał się z jednym najważniejszych bohaterów popkultury 2015 r. Jeżeli widzieliście już film, sięgnijcie po książkę mimo wszystko, bo to jeden z niewielu przykładów, gdy wiedza na temat fabuły nie odbiera satysfakcji z zagłębiania się w świat powieści. A jeżeli filmu jeszcze nie znacie, książkę przeczytajcie tym bardziej – jest kosmicznie dobra.

 

Źródła: materiały wydawcy, Wikipedia

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

1 Response

  1. Anonim pisze:

    Niestety popelnilam ogromny blad: obejrzalam film dosc swiezo po lekturze powiesci. Nie polecam tego. Rozumiem pochlebne opinie o filmie jako takim – jest naprawde sprawnie nakrecony, natomiast jako adaptacja to moim zdaniem porazka, stracil wiekszosc uroku, wynikajaca z polaczenia humoru, wiedzy(!), uplywajacego czasu, ludzkiej detreminacji. Jest letnio i tyle, film nie zostaje w glowie (powiesc natomiast bardzo mi zapadla w pamiec i serce).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.