CRIMSON PEAK. WZGÓRZE KRWI

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

USA, 119 min.
Reż. Guillermo Del Toro
Dystrybucja: United International Pictures

Po wycieczce do świata japońskiej popkultury Guillermo Del Toro (Pacific Rim) swoim najnowszym filmem wraca do bardziej tradycyjnych wymiarów grozy. Grozy wręcz staroświeckiej, bo opartej na wiekowym modelu zaczerpniętym z powieści gotyckiej.

Początek XX wieku: młoda amerykańska pisarka (Mia Wasikowska) zakochuje się w brytyjskim szlachcicu (Tom Hiddleston), który u jej przedsiębiorczego ojca (Carter Cushing) wraz z siostrą (Jessica Chastain) szuka finansowego wsparcia dla projektu maszyny do wydobycia gliny. Gdy ojciec bohaterki ginie w tajemniczych okolicznościach, pisarka wychodzi za mąż za czarującego wynalazcę i przenosi się do Anglii, by razem z jego starszą siostrą zamieszkać w ich rodzinnej posesji, która kryje mroczną tajemnicę.

Marketing Crimson Peak sugerował jeden z wielu filmów o nawiedzonym domu – na nasze szczęście ten wyświechtany motyw kina grozy stanowi tutaj jedynie dekorację do historii o toksycznej miłości z gatunku tych, które wieki temu pisywała Emily Brontë. Jak na męski duet wyspecjalizowany w pisaniu horrorów Del Toro i współscenarzysta Matthew Robbins (Nie bój się ciemności) zaskakująco dobrze czują klimat epoki, budując przekonujący portret młodej, niezależnej kobiety, próbującej wyłamać się z konwenansów przełomu XIX i XX wieków. Mia Wasikowska (Stoker, Alicja w Krainie Czarów) idealnie wpisuję się w tę konwencję – aż trudno pomyśleć, że oryginalnie w tej roli miała wystąpić na wskroś współczesna Emma Watson.

Bardzo mądrym wyborem jest pozbawienie filmu postmodernistycznej ironii w budowaniu tego wiktoriańskiego świata – w zasadzie pozbycie się humoru w ogóle. Del Toro tak bardzo zależało na pełnym odwzorowaniu klimatu epoki, że tytułową, ogromną posesję na potrzeby filmu zbudował w skali 1:1. Zatrudnienie do głównych ról Wasikowskiej i Hiddlestona wzmacania ten efekt przeniesienia w czasie, bo oboje nie dość, że obdarzeni są niedzisiejszą urodą, mają za sobą również doświadczenie ról z epoki (Wasikowska – Jane Eyre, Hiddleston – niezliczoną ilość produkcji dla brytyjskiej telewizji). Crimson Peak do tego stopnia stawia sobie za punkt honoru pełne odwzorowanie tonu dziewiętnastowiecznych powieści gotyckich, że pewnym anachronizmem mogą wydać się piękne zdjęcia Duńczyka Dana Lustsena (Braterstwo wilków) – bo choć zmontowane tak, by przypominać stare kino, intensywną paletą barw sugerują użycie technologii zbyt współczesnej jak na tak staroświecką historię. Ale to tylko szczegół.

W zasadzie jedynym poważnym zarzutem, jaki można mieć wobec Crimson Peak, jest to, że jak na dwugodzinny film czuć tutaj lekki niedosyt wątków pobocznych. Wynika to niejako z konstrukcji filmu, która po czterdziestominutowym, bogatym w postaci wprowadzeniu, przez resztę filmu każe nam zadowalać się towarzystwem ledwie trzech bohaterów, w dodatku zamkniętych w tytułowej posiadłości. Na szczęście Wasikowska, Hiddleston i Chastain ten trójkąt zauroczenia, zazdrości i wewnętrznego rozdarcia potrafią odegrać na tyle ciekawie, że nie wpływa to negatywnie na odbiór całości. Mimo wszystko, wychodząc z seansu w deszczowy listopadowy wieczór, człowiek zastanawia się, jak tę posępną historię o toksycznej miłości odebrałby w formacie, któremu filmowcy składają hołd – jako gotycką powieść czytaną późnym wieczorem w jesienne wieczory.

(2 x KLAPS! =  całkiem dobry film)

 

Źródło: IMDb, materiały dystrybutora
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.