MILLENNIUM ACTRESS

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

(Sennen joyû)
Japonia, 2001, 87 min.
Produkcja: Taro Maki
Reżyseria: Satoshi Kon
Scenariusz: Satoshi Kon, Sadayuki Murai
Zdjęcia: Hisao Shirai
Montaż: Satoshi Terauchi
Główny animator: Junko Abe
Muzyka: Susumu Hirasawa
Głosów użyczyli: Miyoko Shôji (Chiyoko Fujiwara jako siedemdziesięciolatka), Mami Koyama (Chiyoko Fujiwara wokresie pomiędzy 20. a 50. rokiem życia), Fumiko Orikasa (Chiyoko Fujiwara wokresie pomiędzy 10. a 20. rokiem życia), Shôzô Îzuka (Genya Tachibana), Shouko Tsuda (Eiko Shimao), Hirotaka Suzuoki (Junichi Ootaki) i inni
Dystrybucja: IDG Poland S.A.

FADE IN: Dwudziestego czwartego sierpnia odszedł Satoshi Kon, jeden z najciekawszych twórców anime młodego pokolenia. Umierając w wieku zaledwie czterdziestu sześciu lat, protegowany Katsuhiro Ôtomo (Akira, 8, Steamboy, 2004) pozostawił nam dorobek jednego serialu (Paranoia Agent, 2004) oraz pięciu pełnometrażowych animacji (Perfect Blue, 1998, Millennium Actress, 2001, Tokyo Godfathers, 2003, Paprika, 2006), w tym niedokończoną The Dream Machine. Jednak to właśnie drugi film tego reżysera, scenarzysty i animatora wydaje się być tytułem najlepiej reprezentującą jego różnorodną twórczość.

 

ALE O SSO HOZI?

Reżyser Genya Tachibana postanawia nakręcić dokument na temat życia i twórczości Chiyoko Fujiwary, awno zapomnianej gwiazdy japońskiego kina. Podczas wywiadu, który przeprowadza z siedemdziesięciokilkuletnią już damą, aktorka powraca wspomnieniami do czasów swojego dzieciństwa, kiedy to w trakcie II wojny światowej podjęła się roli w swoim pierwszym filmie, sadząc, że pomoże jej to odnaleźć malarza, któremu wcześniej uratowała życie. Kolejne kreacje Chiyoko prowadzą nas przez burzliwą historię Japonii w dwudziestym wieku, a sam reżyser dokumentu wraz z operatorem stają się aktorami w obrazach przywoływanych przez kobietę. W tych wspomnieniach Genya zawsze przyjmuje rolę obrońcy aktorki, co odzwierciedla rzeczywistą sytuację, która miała miejsce na planie jednego z filmów Chiyoko, a której szczegółów gwiazda nie pamięta. W ten sposób wywiad życia staje się okazją do wyjaśnienia zarówno źródła uwielbienia reżysera dla Chiyoko, jak i okoliczności narodzin talentu, który – w oczach wielu – zrobił z niej aktorkę tysiąclecia.
 
FILM
Nim odszedł, Satoshi Kon jako reżyser dopiero się rozpędzał, z produkcji na produkcję eksperymentując zarówno ze stylem, jak i gatunkowością animacji, nad którymi sprawował pieczę. Nic nie ilustruje tych poszukiwań lepiej, jak reżyserska wolta, którą wykonał na początku swojej kariery przy okazji przejścia od brutalności psychologicznego thrillera Perfect Blue do pogodnej nostalgii biograficznego Millennium Actress. Historia życia Chiyoko Fujiwary to z jednej strony frenetyczny eksperyment na tkance filmu biograficznego, z drugiej poetycki hołd dla kina ogólnie (chociaż lokalne ukłony w stronę Kurosawy są najbardziej czytelne). Prezentując kolejne wcielenia aktorki w tej dalekowschodniej wariacji na temat Bulwaru Zachodzącego Słońca (1950) Wildera, Kon jednocześnie daje nam przegląd gatunków od filmu kostiumowego, poprzez gangsterski, aż po kino fantastycznonaukowe. I, jak zwykł to robić we wszystkich swoich produkcjach, lekką ręką zaciera granicę między rzeczywistością i fantazją (w tym wypadku reprezentowaną przez kino), podając wydarzenia z życia aktorki w formie przekształconych scen z filmów, w których grała – na dodatek z czynnym udziałem dokumentalistów, którzy właśnie rejestrują jej wspomnienia. Z czasem na tym charakterystycznym dla Kona rozedrganiu zdaje się cierpieć przejrzystość samej fabuły, ale dla miłośników reżysera nie będzie to problem – nie znajdą tutaj niczego, co mogłoby przyćmić psychodeliczny odjazd późniejszej Papriki.
 

Millennium Actress – Billy Wilder wiecznie żywy.


Nie jestem zwolennikiem patrzenia na twórczość artysty przez pryzmat jego biografii, ale nie sposób nie zauważyć, że w świetle śmierci reżysera jego Millennium Actress zyskuje dodatkowy wymiar – wymyślona jako filmowy metatekst, sama niezamierzenie stała się filmem na temat swojego twórcy. Pozostaje nadzieja, że ostatni film, nad którym pracował dla macierzystego studia Madhouse, The Dream Machine, zostanie dokończony z należytym szacunkiem. Premiera już w przyszłym roku.

 
OBRAZ/DŹWIĘK
Obraz: standardowy format 16:9. Transfer taki sobie – bliżej rozdzielczości wideo niż DVD, ale taka jakość to już niestety standard dla wydawanych w Polsce filmów anime.

Dźwięk: wersja oryginalna w DTS i Dolby Digital 5.1. Wersja z polskim lektorem (zawsze miły dla ucha Tomasz Orlicz) w Dolby Digital 5.1. Dźwięk, podobnie jak obraz, daleki od ideału.

 

DODATKI 

Nani mo (japońska wersja naszego „ni mo”).
 
CZYLI WARTO?
Warto dla samego filmu, niekoniecznie dla tego konkretnego wydania DVD. Na polskim rynku alternatywy jednak brak, więc na tę chwilę trzeba zadowolić się tą jedyną dostępną wersją. Pewnie w niedługim czasie w Kraju Kwitnącej Wiśni ktoś wyda antologię twórczości reżysera, jednak nim ta dotrze do Kraju Przekwitłego Krzyża, miną wieki.

FILM

(2 x KLAPS! = całkiem dobry film)

DVD

(3 x KLAPS! = przeciętne DVD)

KLAPS ZBIORCZY

(2,5 x KLAPS! = taki sobie zakup)
 

FADE OUT: Poniżej amerykański zwiastun przytłumiony narracją jednego z tych gości, którzy specjalizują się w wypowiadaniu kwestii typu „This summer, get ready for…” Swoją drogą ciekawe, jak to brzmi, kiedy taki człowiek wyznaje komuś swoje uczucia.

 

Źródła: YouTube, IDG.pl

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

Podobno też fajne...

2 Responses

  1. Anonymous pisze:

    Great job. Dzieki za recenzje i powiazanie w mej swiadomosci paru swietnych filmow jednym tworca. Podziekowanie drugie za przypomnienie obrazu, o ktorna smierc zapomnialem, a szkoda – Paprika. <br />Nie widzialem ani Papriki, ani Incepcji, ale patrzac na sameli trailery odnosze wrazenie, ze fabuly miejscami sa jakby zbiezne, innit?<br />B.

  2. Niezamaco, my pleasure.<br /><br />Oba filmy są zbieżne do tego stopnia, że na przestrzeni czerwca-lipca br. pojawiły się nawet zarzuty o plagiat po stronie reżysera Incepcji. W połowie lipca w wywiadzie dla francuskiego serwisu Excessif w końcu przyznał się do inispiracji filmem Kona, ale tylko w zakresie pomysłu na postać graną w Incepcji przez Ellen Page:<br />http://www.excessif.com/cinema/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.