HORACE & PETE

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

1Stany Zjed., 10 odc., 30-67 min.
Dystrybucja: Louis C.K.

Rozpoczynając oglądanie Horace and Pete, spodziewałem się kontynuacji tego egzystencjalnego, słodko-gorzkiego humoru, który tak fajnie wyróżniał Louie na tle amerykańskich seriali komediowych. I dostałem to, a jakże, ale też o wiele, wiele więcej.

Nowy serial Louisa C.K. opowiada historię brooklyńskiej spelunki, prowadzonej od 1916 r. przez synów jej założycieli – Horace’a i Pete’a. Na przestrzeni dziesięciu odcinków poznajemy obecne pokolenie właścicieli (Louis C.K. i Steve Buscemi), ich najbliższych oraz stosunek do prowadzonego od stu lat rodzinnego interesu. Obrazu knajpianej codzienności Horace’a i Pete’a dopełniają rozmowy stałych bywalców o wszystkim od przemijania, związków w czasach Tindera, po zbliżające się wybory prezydenckie.

To, co w serialu od razu zwraca na siebie uwagę, to mocno niedzisiejsza forma. Horace and Pete to kręcony na żywo sitcom, ale pozbawiony zarówno charakterystycznego śmiechu z offu, jak i skupienia twórców na dostarczaniu żartów co kilkanaście sekund. Tempo jest niespieszne, a liczba lokacji ograniczona do w zasadzie trzech pomieszczeń (bar z salą oraz pomieszczenia nad barem, w których mieszkają właściciele). Ludzie wchodzą, wychodzą, rozmawiają, a najwięcej to w zasadzie przesiadują w krępującej ciszy. Pisząc ten serial, Louis C. K. przyjął sobie za motto cytat z niedawno zmarłego komika Garry’ego Shandlinga, który świetnie oddaje, w jak dużym kontraście znajduje się ta opowieść do zgiełku współczensego świata.

Ta ambitna kontra – zarówno pod względem podejścia do widza, jak i samej formy sitcomu – to największy atut serialu i jednocześnie powód, dla którego większość widzów na wstępie odrzuci Horace and Pete jako rzecz równie ekscytującą jak teatr telewizji. Ja sam po pierwszym odcinku miałem mieszane uczucia, ale, uwierzcie mi, jeżeli dotrzecie do trzeciego epizodu (który jest jedną, trwającą godzinę sceną rozmowy Pete’a z byłą żoną), wpadniecie w tę historię po uszy. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Louis C.K. od początku miał pełną świadmość tego, że tworzy brodukt niszowy i dlatego też – zamiast brać pieniądze od wielkich telewizji i godzić się na kompromisy w tym, co chce pokazać – serial od razu skierował do subskrybentów listy mailingowej jego strony internetowej. W ten sposób pierwszy odcinek dotarł wyłącznie do fanów talentu komika, a kolejne – których budżet oscylował w granicach pół miliona dolarów – miały być finansowane z wpływów z internetowej sprzedaży serialu. Gdzieś około czwartego odcinka okazało się, że ten model jednak nie udźwignie wymagań finansowych projektu (kolejne odcinki kręcone były w tygodniu po publikacji poprzedniego odcinka, co dawało tylko 7 dni na zarobienie na budżet następnego). By nakręcić wszystkie 10 odcinków historii, którą Louis C. K. sobie zaplanował, scenarzysta i reżyser musiał w fazie produkcji dołożyć kilka milionów z własnej kieszeni, ale – jak sam mówi – było warto, bo twórcza wolność, jaką dał mu ten model pracy, jest bezcenna, a pieniądze i tak już prawie się zwróciły.

Za pięć dni zostaną ogłoszone nominacje do Emmys – najważniejszych nagród w dziedzinie współczesnej telewizji. Jeżeli formuła serialu internetowego – którym  Horace and Pete de facto jest – nie będzie dla akademii przeszkodą formalną, mam nadzieję, że ta piękna osobliwość zbierze mrowie nominacji w najważniejszych kategoriach (chcoiażby za rolę Buscemi’ego jako walczącego z chorobą psychiczną Pete’a i Eddie Falco jako krnąbrnej siostry Horace’a). A już na pewno nagrodę powinien dostać Paul Simon za idealne uchwycenie esencji serialu w smutnym jak cholera temacie muzycznym, który otwiera każdy odcinek.

Cały serial /poszczególne odcinki do kupienia na stronie Louiego.


(1 x KLAPS! = rzecz wybitna)

 

Źródło: materiały dystrybutora, Vulture, YouTube

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.