LEAVING NEVERLAND

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Stany Zjed., 240 min.
Reż. Dan Reed
Dystrybucja: HBO

Czasem zdarza się dokument tak sugestywny w tym, jak opowiada historię swoich bohaterów, że przestajesz zastanawiać się, czy to wszystko jest aby na pewno prawda.

Ale najpierw przenieśmy się na chwilę do mojego domu.

Nie cierpię syfu w kuchni, bo przeszkadza mi w sprawnym robieniu rzeczy, a przy dwójce małych dzieci niestety trzeba robić sprawnie, bo inaczej ma się później zero czasu na cokolwiek innego. Z tego powodu na koniec dnia m.in. lubię se umyć kuchenkę (życie na krawędzi 🤟), bo ta lubi zalewać się przy każdym gotowaniu zimniorów, klusek czy innych kasz. I ostatnio przy tej jakże ekscytującej czynności pod paznokieć wbił mi się centymetrowy kawałek zaschniętego makaronu (ała). „No wbił się”, pomyślałem i wróciłem do wycierania kuchenki, bo większym bólem niż to jest chociażby słuchanie w 2019 r. radiowej Trójki, a ja dodatkowo chciałem szybko skończyć, bo trzeba było dziecku iść przeczytać coś na dobranoc.

40 min. później, kiedy ból powoli zaczął się nasilać, wyciąganie ostrej kluchy znów musiałem przełożyć, bo ktoś z roboty po drugiej stronie oceanu coś se tam przypomniał i mnie atakowali na komunikatorze o 22.

Koniec końców do operacji grzebania igłą pod pazurem zabrałem się dopiero przed północą, kiedy palec był już w takim stanie, że opuchlizna uniemożliwiała zrobienie tego dobrze i w miarę bezboleśnie.

A zanudzam was tą historią przekładania usuwania spaghetti spod paznokcia, bo to świetna analogia do tego, jak zmienia się odbiór tego dokumentu o krzywdzie i wyparciu wraz z każdą kolejną godziną jego oglądania.

Bo niby każdy wie, że Michael Jackson musiał być przynajmniej lekko pierdolnięty – jako jedna z największych gwiazd na świecie i jednocześnie człowiek zniszczony przez własnego ojca, który od 5. roku życia wystawiał chłopca i jego czterech braci na pokaz za pieniądze. Więc oglądanie tego 4-godzinnego dokumentu o tym, że Jackson miał seksualnie wykorzystywać dzieci, rozpoczynamy z przeświadczeniem że, siur, pewnie wykorzystywał, przecież były tam jakieś procesy, pamiętam z telewizji, że niby go uniewinnili, ale każdy wiedział, że tam coś mocno było na rzeczy; ogólnie: tell me something I don’t know.

I wtedy okazuje się, że te 4h są właśnie po to, żeby temu, co jest dla nas oczywiste, dać ludzką twarz i przedstawić ówczesne i obecne życie dwóch ofiar Jacksona, Wade’a Robsona i Jamesa Safechucka, w takim detalu, że po spędzeniu czterech godzin na analizie tego, jak obecność Jacksona wykrzywiła życie ich oraz ich rodzin, łapiemy się na tym, że tak naprawdę przed projekcją tylko myśleliśmy, że wiemy, co to jest wykorzystywanie dzieci, a ten film – ogromem krzywdy, jaką nasącza każdą kolejną godzinę – właśnie pokazał nam, że nie widzieliśmy nic.

Selekcja kolejnych ofiar poprzez dziecięce konkursy talentów, adorowanie małoletnich prezentami i uczestniczeniem w międzynarodowych tournee, urabianie rodziców perspektywą kariery ich dziecka w szołbiznesie, w końcu stawanie się częścią danej rodziny, z nocowaniem i wspólnymi śniadaniami gwiazdora ze zwykłymi śmiertelnikami – Leaving Neverland ten proces zacieśniania patologicznej relacji między oprawcą a ofiarą przedstawia w tak bezlitosnym szczególe, że cisnące się od samego początku na usta pytanie „Czy ci rodzice byli ślepi?” z trzecią godziną przeistacza się w ciszę i pokorne współczucie tak dla dzieci, jak i rodziców, którzy za swoje zaślepienie łaską współczesnego półboga, która spływała na nich latami, pokarani zostali winą tak monumentalnie wielką, jakby to była antyczna tragedia.

Decyzją reżysera Dana Reeda w Leaving Neverland nigdy nie usłyszymy obrony ze strony członków rodziny Jacksona, nie wypowie się Maculay Culkin, który w okresie między pierwszym i drugim Kevinem sam w domu podobnie był adorowany przez gwiazdora, ale nigdy nie skarżył się, że ktoś machał mu penisem na dobranoc. Dokument jest strasznie jednostronny, co w zasadzie dyskwalifikuje go jako obiektywny głos w sprawie, ale reżyser zdaje się tym faktem w ogóle nie przejmować. Jest tak pewny krzywdy, którą wyrządzono jego bohaterom, i tak wkurwiony jej bagatelizowaniem ze względu na status Jacksona jako ikony popkultury, że nawet nie przeszkadza mu, że dwie ofiary, które są w centrum tego filmu, swego czasu zeznawały W OBRONIE swojego oprawcy, doprowadzając do jego uniewinnienia w swoistym akcie zemsty na chłopcu-oskarżycielu, który swego czasu stał się nowym faworytem gwiazdora, spychając ich na 3. plan.

Wstrząsające studium tego, co dzieje się z człowiekiem, kiedy nie może pogodzić poczucia własnej krzywdy z miłością do swojego oprawcy, i próbuje żyć z tą drzazgą pod paznokciem, udając, że przecież wszystko jest ok.

(2 x KLAPS! =  całkiem dobry film)

Źródła: materiały dystrybutora

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.