NAD MORZEM

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

USA, 132 min.
Reż. Angelina Jolie
Dystrybucja: UIP

O Angelinie Jolie jako reżyserce można powiedzieć na pewno jedną rzecz: kobieta jest konsekwentna. Konsekwentna w podejmowaniu tematów, które artystycznie ją przerastają. W swoim najnowszym filmie przyświeca jej podobnie wybujała ambicja, ale tym razem wyszło ciut lepiej niż zwykle.

Kraina miodu i krwi (2011) oraz Niezłomny (2014) nie były dobrymi filmami. Żeby kręcić przejmujące obrazy o koszmarach wojny, trzeba mieć wyczucie, które reżyser nabiera przez lata praktyki z coraz bardziej wymagającym materiałem. Ambicja (lub megalomania) na początku kariery reżyserskiej rzuciła Angelinę Jolie od razu na głęboką wodę, i na nic zdało się wieloletnie podpatrywanie innych twórców na planach filmowych – na dwóch pierwszych fabułach podpisanych przez Jolie krytycy filmowi nie zostawili suchej nitki. Teraz – wsparta aktorskimi talentami męża – powraca filmem małego kalibru, którym w zasadzie powinna była rozpocząć swoje wyczyny za kamerą.

Napisane i wyreżyserowane przez nią Nad morzem to historia Rolanda (Brad Pitt) i Vanessy (Jolie), amerykańskiego małżeństwa w kryzysie, wypoczywającego gdzieś na Lazurowym Wybrzeżu. Rzecz dzieje się w połowie lat siedemdziesiątych, on jest pisarzem zmagającym się z brakiem weny, a ona byłą tancerką cierpiącą na depresję. Zaszyci w cichym hoteliku z pięknym widokiem na zatokę, bohaterowie próbują zrozumieć impas w ich związku przez pryzmat małżeńskich doświadczeń właściciela lokalnej kafejki (Niels Arestrup) i młodej pary zakwaterowanej w pokoju obok (Mélanie Laurent i Melvil Poupaud).

OK, Jolie do swojego nowego filmu zatrudnia męża i grają tam sobie małżeństwo zblazowanych Amerykanów popijających francuskie wina nad Morzem Śródziemnym – czyli to już nie tylko reżyserska fanaberia, ale celebrycki narcyzm w czystej postaci, tak? Owszem,  tak to wygląda na pierwszy rzut oka, ale prawda jest taka, że Nad morzem to dla Jolie odwrót od topornego hollywoodzkiego sentymentalizmu w stronę kameralnego uroku starej szkoły europejskiego arthouse’u – film skromny, niełatwy w odbiorze i w dużej mierze pozbawiony tego denerwującego przekonania o nieomylności, który wywoływał tak mdłe odczucia w jej poprzednich filmach. Na dodatek małżeństwo Jolie-Pitt gra tutaj naprawdę zawodowo, budując postaci, które potrafią być zarówno małostkowe i oziębłe, jak i wzbudzać naszą sympatię niespodziewanym zrozumieniem dla chwil słabości swojej drugiej połowy. Ktokolwiek spędził w związku więcej niż kilka lat i ma za sobą niejeden kryzys, w filmie odnajdzie zaskakująco dużo prawdy na temat tej mało filmowej codzienności ludzi, którzy chcieliby żyć razem, ale za bardzo nie wiedzą jak. Pitt i Jolie w dynamice związku ich postaci nie boją się być pospolicie znudzeni powtarzalnością codziennych rytuałów – i nie jest to robione tutaj dla komicznego efektu jak w ich wspólnym Pan i Pani Smith (2005). To emocjonalne próchno w kontraście z ciepłymi zdjęciami najpiękniejszych zakątków Malty robi naprawdę ciekawe ekranowe wrażenie (za warstwę wizualną filmu odpowiada Christian Berger, wieloletni współpracownik Michaela Haneke).

Największą przewiną Nad morzem jest fakt, że ten ciekawy obraz małżeństwa, który Jolie udaje się stworzyć przez pierwsze sto minut, na koniec zostaje zbezczeszczony dosyć prostacką sugestią, jakoby jedyną przyczyną kryzysu małżeńskiego bohaterów było pewne tragiczne wydarzenie z historii obojga (mało zaskakujące, bo i tak sugerowane od pierwszych scen filmu). A biorąc pod uwagę, że po tym scenariuszowym objawieniu cała historia pakuje się i wyjeżdża (dosłownie) w kierunku napisów końcowych, ma ono drastyczny wpływ na odbiór całości. To w zasadzie jedyny element przypominający tutaj toporność poprzednich filmów Jolie, i gdyby nie ta łopatologia na koniec tej przyjemnie zniuansowanej historii, Nad morzem można by uznać za jej pierwszy w pełni dobry film. Ten kiks pozostawia niesmak, ale bardzo przyjemnie widzieć, że Jolie-reżyserka nadal chce się uczyć. Następnym razem powinno być już bez zarzutu.

(2,5 x KLAPS! = prawie dobry film)

 

Źródła: materiały dystrybutora

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

Podobno też fajne...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.