Niespodzianka! KLER to film głęboko chrześcijański

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Polska, 133 min.
Reż. Wojciech Smarzowski
Dystrybucja: Kino Świat

Nazywanie filmu Smarzowskiego atakiem na kościół jest jak przyrównywanie sakramentu pokuty do aktu samobójstwa.

2013: Smarzowski robi film o policjantach – wrzawa wśród mundurowych, bo wszyscy pewni, że film będzie godził w ich wizerunek. Drogówka wchodzi do kin i okazuje się, że to pochwała pracy tych, którzy swoją robotę na komendzie wykonują dobrze, i mandat dla tych, którzy nadużywają władzy, jaką daje praca w policji.

2016: Smarzowski robi film o rzezi Wołyńskiej – prawa strona sceny politycznej w ekstazie wyskakuje z kasy, bo pewni są, że finansują film, który będzie atakiem na Ukraińców i jednocześnie pokaże nasz kraj jako Chrystusa narodów, jakim przecież nasza biedna Polska jest. Wołyń wchodzi do kin i okazuje się, że film nie dość, że pokazuje brutalność także Polaków podczas konfliktu wołyńskiego, to jeszcze jest nawoływaniem do pojednania i ostrzeżeniem przed tym, co dzieje się z ludźmi, gdy za bardzo uwierzą w narodowościowe narracje tkane przez sprytnych populistów.

Mamy rok 2018, i jako że to jest tekst o Klerze, już wiecie, co chcę napisać. Kolejni burmistrzowie nie chcą wyświetlać filmu w swoich miastach, księża z ambon nawołują do bojkotu (bo obraz rzekomo jest bezpardonowym atakiem na kościół), a film wchodzi na ekrany i – jak to u Smarzola – okazuje się, że jego spojrzenie na polski kościół nie ma nic wspólnego z zerojedynkową optyką, której spodziewali się wszyscy przedwcześni krytycy filmu.

Tak, Kler pokazuje chciwość, hipokryzję i pychę księży, ale akcent stawia na tych, którzy w korporacyjnej machinie, jaką stał się współczesny kościół, próbują nadal pełnić duchową posługę zgodnie z prawdziwymi ideałami duszpasterstwa. Środowisko poznajemy przez prymat trojga bohaterów umiejscowionych na różnych szczeblach kościelnej hierarchii (Więckiewicz, Braciak, Jakubik – wszyscy trzej dobrze skontrastowani i świetnie poprowadzeni), i gdybyśmy mieli zrobić prosty bilans dobro-zło, wyszłoby nam, że na koniec filmu mamy 2:1 (kto jest jaki, nie powiem, bo to też jest jeden z atutów filmu, że przez dwie godziny jest w stanie igrać z naszą potrzebą łatwej oceny). Ogólnie jak na film, który miał godzić w dobre imię kościoła, w Klerze widać bardzo dużą empatię i chęć zrozumienia, skąd w kościele te wszystkie patologie (seksualne wykorzystywanie nieletnich, omijanie prawa, szemrane układy z władzą tak lokalną jak państwową, niedotrzymywanie celibatu itd.). Widać, że Smarzowski – w odróżnieniu od Patryka Vegi – swoje filmy rozliczeniowe traktuje nie jako próbę dorobienia się na taniej sensacji (bo przecież pokazuje to, o czym wszyscy już i tak wiedzą), ale jako próbę dojścia do źródła problemu, co – daj Bóg – pomoże znaleźć drogę do jego rozwiązania. Oglądając obraz Smarzowskiego, można wręcz złapać się na myśli, że lepszego filmu niż Kler polski kościół nie mógł sobie wyobrazić – bo rozgrzesza organizację z jej przewin, jednocześnie podkreślając znaczenie tych księży, którzy z kościelną patologią starają się walczyć (i to w sposób bardzo chrześcijański, jak pokazuje finał tej filmowej opowieści).

To powiedziawszy, trzeba przyznać, że film nie jest arcydziełem. Ma sprawny scenariusz, z bardzo fajną narracyjną klamrą (zwróćcie uwagę na ogień w  kościele w pierwszej scenie filmu), jednak w samej jego konstrukcji widać zbyt duże zapożyczenia z Drogówki – tak jakby Smarzowski wolał skorzystać ze sprawdzonego już schematu niż zaryzykować z czymś nowym. Jest też w Klerze jedna powracająca sekwencja dziennikarskiego materiału, gdzie ofiary księży opowiadają o swoich traumach, i niestety nakręcona jest ona jak zła reklama środka przeciwbólowego (skojarzenia z Weź Niepierdol jak najbardziej na miejscu). Muzyka Mikołaja Trzaski też czasem potrafi niemile zaskoczyć – szczególnie im bliżej finału, bo wtedy jego apokaliptyczne stukanie w rury i garnki brzmi jak zbyt dosłowna aluzja do piekielnych kotłów.

Jednak nawet tych kilka mankamentów nie jest w stanie przysłonić faktu, że mamy do czynienia z dobrym filmem na bardzo ważny temat. Smarzowski z każdym kolejnym obrazem coraz mocniej udowadnia swoją odwagę w podejmowaniu tematów, których inni boją się tykać, i jednocześnie staje się coraz większym humanistą kina, starając się zrozumieć genezę zła i pokazać inną, lepszą drogę. Kto wie, czy w tym działaniu nie jest bardziej chrześcijański niż organizacja, której problemy tym razem postanowił pokazać na ekranie.

(2 x KLAPS! =  całkiem dobry film)

 

Źródła: materiały dystrybutora

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.