• Bez kategorii

[OFF PLUS CAMERA ’11] SALA SAMOBÓJCÓW

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Polska, 2011, 115 min.
Reżyseria: Jan Komasa
Dystrybucja: ITI Cinema

Minęło kilka tygodni od premiery i w końcu na spokojnie można przyjrzeć się jedynemu polskiemu filmowi, który nie będąc ani idiotycznie kolorową komedią, ani tanią sensacją, bez wsparcia nazwisk pokroju Szyca czy Więckiewicza zdołał w marcu przyciągnąć do kin ponad pół miliona widzów, przyczyniając się jednocześnie do wznowienia publicznej debaty o wpływie Internetu na życie młodych ludzi.

Nie wiem, czy debiutujący tym obrazem Jan Komasa (reżyser i scenarzysta) widział nienajlepszy belgijski film Ben X (2007) Nika Balthazara, który opowiada w zasadzie tę samą historię (szykanowany przez rówieśników licealista ucieka w świat społeczności online, bijąc się jednocześnie z samobójczymi myślami). Jednak jak by nie było, obraz Komasy idzie dalej w swojej analizie młodzieńczego zagubienia w stechnicyzowanym świecie i jest zwyczajnie obrazem dużo ciekawszym.
Sala samobójców to film niecodzienny jak na nasze warunki przynajmniej z dwóch powodów. Primo: obraz Komasy to w ostatnich latach jeden z niewielu przykładów kina świadomie kierowanego do nastoletniego odbiorcy i do tej młodzieży docierających (przykładów dokładnie trzech: pierwszy to Galerianki Katarzyny Rosłaniec, drugi – Wszystko co kocham Jacka Borucha, w którym grający w Sali samobójców Jakub Gierszał również występuje). Dwudziestodziewięcioletniego reżysera nie dzieli od jego docelowej widowni zbyt duża przepaść, dlatego też operowanie ich językiem nie brzmi u niego fałszywie, a wymyślonej przez niego postaci opływającego luksusem cierpiętnika bliżej do faktycznego obrazu dzisiejszego osiemnastolatka z tzw. dobrego domu, niż tylko jego scenariuszowego wyobrażenia sporządzonego na podstawie wycinków z młodzieżowych gazet i nasłuchu na popularnych czatach. Maturzyści z prywatnej szkoły w Sali samobójców po prostu brzmią i wyglądają autentycznie, co już jest dużym osiągnięciem jak na naszą lokalną normę (wystarczy spojrzeć na obraz młodzieży w jakimkolwiek polskim serialu, żeby zauważyć dużą różnicę).
Druga rzecz to samo wykonanie. Sala samobójców, jak mało który film znad Wisły, cieszy wybijającym się ponad przeciętność profesjonalizmem realizacji, i nie chodzi tu o słynne już sekwencje wirtualnego świata, w którym zamyka się główny bohater wraz z grupą podobnych sobie dołersów; graficznego odwzorowania tej przestrzeni – choć ciekawie pomyślanego – i tak nie da się brać dosłownie, bo nawet dzisiaj trudno by było sobie wyobrazić domowy sprzęt, który udźwignąłby tak bogaty w detale second life. Film sfotografowany (Radosław Ładczuk) i zmontowany (Bartosz Pietras) jest z werwą i stylistyczną konsekwencją, jakich mogłaby mu pozazdrościć niejedna zachodnia wysokobudżetowa produkcja, a zarówno młodzi, jak i zaprawieni już aktorzy, prowadzeni nad wiek dojrzałą ręką Komasy, tworzą zespół grający na zaskakująco wysokim poziomie (brawa szczególnie należą się odtwarzającym niewdzięczne role antypatycznych rodziców Agacie Kuleszy i Krzysztofowi Pieczyńskiemu). Muzyczne wybory gdyńskiego eksperymentatora Michała Jacaszka dobrze oddają buntowniczo-hipsterski stan ducha bohatera, a kolekcja utworów zamieszczonych w filmie zdążyła już stać się hitem wśród emo młodzieży.
Ambitny projekt Komasy – jak każdy debiut – rzecz jasna ma swoje wady. Jak każdy młody wizjoner, reżyser chciał w swoim filmie upchnąć możliwie najwięcej treści na każdym z potencjalnych poziomów odczytania i czasem przyczynia się to do całkiem niepotrzebnego znaczeniowego przesycenia (symboliczne przyrównywanie Dominika do bohatera Hamleta Szekspira jest czystą redundancją). Mało przekonujący jest także sam proces załamywania się obśmiewanego w Internecie głównego bohatera; żaden osiemnastolatek nie poddaje się tak szybko, jak robi to wytykany palcami Dominik – nawet jeżeli nie ma komu powiedzieć o tym, co sprawia, że po nocach bawi się żyletką. A to, że rodzice przez pięć (!) dni nie zauważają, że dziecko nie wychodzi z własnego pokoju, jest kiksem niegodnym dojrzałości reszty tego niecodziennie dobrego filmu.
W ostatnich latach nieczęsto zdarza mi się obcować z filmem rodzimej produkcji, który chciałbym później zobaczyć raz jeszcze (zwykle mam do czynienia z sytuacją, kiedy już przy pierwszym podejściu żałuję straconego czasu i wydanych pieniędzy). Sala samobójców jest napawającym dumą odstępstwem od lokalnej normy – opowiadającym o problemach współczesności, pobudzającym wyobraźnię kinem, do którego chce się wracać, by na nowo rozpoczynać dyskusję o jego wielu dobrych stronach i zaledwie kilku niedociągnięciach.

Pozostaje mieć nadzieję, że jury konkursu filmów polskich na OFF Plus Camera będzie jutro podobnego zdania.


2 x KLAPS! = całkiem dobry film

Źródła: Stopklatka, materiały dystrybutora, Merlin, YouTube

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

2 komentarze

  1. KarolCholewa pisze:

    Nie zawiodlem sie. Wg mnie to jeden z lepszych polskich filmow, jakie widzialem. Poczulem sie chwile jak ojciec i mialem ochote wytrzaskac po pysku tego wymoczka 🙂

  2. KLAPS! pisze:

    Eh, żeby to takie łatwe było…zaawansowanego werteryzmu pasem nie wyleczysz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.