PAKT Z DIABŁEM

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Stany Zjednoczone, 122 min.
Reżyseria: Scott Cooper
Dystrybucja: Warner Bros.

Pakt z diabłem bardzo chce być moralitetem a la Chłopcy z ferajny (1990) czy Kasyno (1995). I choć efektowi końcowemu daleko do poziomu gangsterskich eposów Martina Scorsese, na pewno nie jest to słabe kino.

Pakt z diabłem opowiada prawdziwą historię niesławnej współpracy bostońskiej filii FBI z irlandzką mafią, udokumentowaną przez Dicka Lehra i Gerarda O’Neill w książce wydanej w 2001 r. Nad przeniesieniem na ekran konszachtów między agentem federalnym Johnem Connolym (w tej roli Joel Edgerton) i gangsterem Jamesem „Whitey” Bulgerem (Johnny Depp) Hollywood męczyło się ponad dekadę. Projekt zmieniał formę z pełnego metrażu na czteroodcinkowy serial i z powrotem, reżyserzy przychodzili i odchodzili (m.in. Jim Sheridan i Barry Levinson), ale jeden element pozostawał niezmienny – psychopatycznego Whiteya za wszelką cenę chciał zagrać Johnny Depp.

I trudno mu się dziwić. Bulger to postać pełna sprzeczności: przestępca, który ponad wszystko cenił lojalność, jednak sam poszedł na współpracę z FBI, by wykiwać lokalną konkurencję; gangster, który swoje szemrane interesy musiał prowadzić na tyle konspiracyjnie, by nie zniszczyć politycznej kariery brata-senatora (w tej roli Benedict Cumbernatch); człowiek, który mordował z zimną krwią, by po „pracy” wracać do żony i dziecka. Przy całej odrazie, jaką wzbudza ta postać, scenariusz Marka Mallouka i Jeremy’ego Butterwortha (Na skraju jutra) daje Deppowi duże pole do popisu, a on skrzętnie z niej korzysta, przypominając nam, że wszystkie te wygłupy w kolejnych częściach Piratów z Karaibów nie pozbawiły go aktorskiej ikry. Wsparty świetną charakteryzacją i klimatycznymi zdjęciami Masanobu Takayanagiego (Przetrwanie) naprawdę robi dobrą robotę, budując portret człowieka, któremu mordercze skłonności nie przeszkadzają chociażby w tym, by być czułym i opiekuńczym w stosunku do swojej matki. Nie jest to może rola na miarę Pistone’a w Donniem Brasco (1997), ale na pewno zapada w pamięć.

Podobnie jest z drugim planem. Australijczyk Edgerton od czasu Królestwa zwierząt (2010) nie zagrał jednej złej roli, i tutaj nie jest inaczej. Jako agent FBI, który wychowywał się z Bulgerem, jest on tutaj postacią, która w trakcie filmu przechodzi największą przemianę, i Edgerton robi to przekonująco, stopniowo i subtelnie ujawniając negatywne cechy swojego bohatera. Podobnie nic nie da się zarzucić Cumberbatchowi, czy też Kevinowi Baconowi i Peterowi Sarsgaardowi w drugoplanowych rolach. Należy jednak zastanowić się, czy tak skromny film faktycznie potrzebował nazwisk tego kalibru w rolach, które w trakcie trwania filmu zdążono ledwie nakreślić. Bo jeżeli Pakt z diabłem ma z czymś problem, to właśnie z tym, jak uchwycić głębię postaci (i chodzi tu o liczbę mnogą) w dwugodzinnym filmie przedstawiającą historię rozciągniętą na dekady. Chcąc przybliżyć nam poszczególnych bohaterów, twórcy parokrotnie zmieniają punkt widzenia, z którego opowiadana jest historia, ale – szczerze – bardziej wprowadza to nieporządek w strukturze filmu niż faktycznie pomaga śledzić wpływ wydarzeń na tę czy inną postać.

Pakt z diabłem to dopiero trzeci – po Szalonym sercu (2009) i Zrodzonym w ogniu (2013)pełnometrażowy film byłego aktora Scotta Coopera (Broken Trail), więc po tym obrazie nikt raczej nie spodziewał się arcydzieła. Ale biorąc pod uwagę ciężar materiału wyjściowego oraz zatrważającą ilość aktorów do poprowadzenia, reżyser z zadaniem poradził sobie całkiem sprawnie. W annałach kina gangsterskiego jego film raczej się nie zapisze, ale polecam mimo wszystko – dla Deppa i ciekawie odtworzonych realiów Ameryki lat 70. i 80.

(2 x KLAPS! = całkiem dobry film)

 

Źródło: materiały dystrybutora
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.