PENTAMERON

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

(Il racconto dei racconti)
Włochy/Francja/Wlk. Brytania, 125 min.
Reż. Matteo Garrone
Dystrybucja: M2 Films

W erze przytłaczającej wręcz popularności Gry o tron próba wykorzystania podobnych realiów do opowiedzenia dużo prostszej historii musi skończyć się porażką.

Włoch Matteo Garrone (Gomorra, Reality) w swoim anglojęzycznym debiucie postanowił zdystansować się do na wskroś współczesnej estetyki adaptacji prozy Geroge’a R. R. Martina, i dla swojej wersji siedemnastowiecznego tekstu Baśni nad baśniami Giambattisty Basilego przyjął estetykę, która z jednej strony zachowuje naiwność renesansowych dworskich przypowieści, a z drugiej stara się o jako taki realizm, jeżeli chodzi o ludzkie interakcje w tym nieco odrealnionym świecie. Jest to wybór dosyć karkołomny, bo jedna estetyka w zasadzie przeczy drugiej – z tego faktu już dawno zdali sobie sprawę i Martin, i Sapkowski, dlatego ich światy, choć po uszy zanurzone w baśniowym sosie, mówią i czują tak jak my (i stąd ogromna popularność stworzonych przez  nich postaci). W rozgrywającym się w identycznych sceneriach Pentameronie ten łącznik z dzisiejszym światem nie jest już aż tak odczuwalny, dlatego przez pierwsze kilkadziesiąt minut filmu bardzo trudno odnaleźć się w tej niecodziennej estetyce, a gdy już w końcu zaakceptujemy tę wrodzoną prostotę i naiwność świata przedstawionego, film niestety kończy się, w dodatku mało ciekawym finałem. Bo Pentameron to w zasadzie trzy przeplatające się nowele o królewskich dworach (w rolach władców Salma Hayek, John C. Rilley, Toby Jones i Vincent Cassell) oparte na trzech klasycznych baśniach, jednak poprzeplatane i połączone w tak dziwny sposób, że nawet spotkanie się wszystkich bohaterów w końcowych scenach nie przynosi długo wyczekiwanego emocjonalnego tąpnięcia. Pocieszające jest to, że wina nie leży po stronie aktorów – wszyscy grają fachowo, po prostu te trzy historie i nauka, jaką z nich wynoszą nasi bohaterowie, są na dzisiejsze standardy zbyt proste, by nas rzeczywiście obejść.

Gdyby nie zjawiskowe scenerie włoskich zamków, kostiumy Massimo Cantini Parriniego (Wałęsa, Bracia Grimm) pięknie sfotografowane przez Petera Suschitzky’ego (operatora Davida Cronenberga) w estetyce renesansowego malarstwa, te trzy naiwne nowelki o niecodziennych wydarzeniach na trzech królewskich dworach oglądałoby się jak nie do końca udaną telewizyjną produkcję Rai Uno. A tak przynajmniej jest na co popatrzeć.

Z jednej strony należy cieszyć się, że Garrone nie zamyka się jednej stylistyce i próbuje coraz to nowych estetyk (po sukcesie Gommory, mógł przecież do końca życia robić naturalistyczne dramaty gangsterskie). Z drugiej, oglądając Pentameron, nie da się nie czuć zawodu, że tak ważna część spuścizny intelektualnej naszego kontynentu, dostała tak mało angażującą filmową wersję. Nawet jeżeli tak wysmakowaną estetycznie.

(2,5 x KLAPS! = prawie dobry film)

 

Źródło: materiały dystrybutora
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.