POKŁOSIE

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone


Polska/Słowacja/Rosja, 2012, 102 min.
Produkcja: Dariusz Jabłoński, Violetta Kamińska, Izabella Wójcik
Reżyseria: Władysław Pasikowski
Scenariusz: Władysław Pasikowski
Zdjęcia: Paweł Edelman
Muzyka:  Jan Duszyński
Montaż: Jarosław Kamiński
Scenografia: Allan Starski
Kostiumy: Małgorzata Braszka
Występują: Ireneusz Czop, Maciej Stuhr, Zbigniew Zamachowski, Jerzy Radziwiłowicz, Zuzana Fialova
Dystrybucja: Monolith

FADE IN: Coś nam ci polscy reżyserzy się jakoś rozbestwili ostatnio. Praktycznie co kilka tygodni na nasze ekrany wchodzi rodzimy obraz, który swoim wykonaniem tak pozytywnie zaskakuje, że aż chciałoby się obejrzeć go raz jeszcze. Nie inaczej jest z pierwszym od 11 lat filmem kinowym Władysława Pasikowskiego, który w sam raz na Święto Niepodległości postanowił zrobić nam narodowy rachunek sumienia.

Już w 1992 kiedy Pasikowski w Psach kazał pijanym esbekom naigrywać się z solidarnościowego hymnu podczas przenoszenia zamroczonego kolegi, widać było, że młody wówczas reżyser posiada ekranową odwagę, która niekoniecznie wszystkim będzie w smak. Minęło 20 lat a Pasikowski nic się nie zmienił – wciąż na przekór asekuranckiej postawie, przez blisko dekadę próbował znaleźć chętnych do współpracy przy rozliczeniowym filmie, który Polaków znów nie pokaże w najlepszym świetle; dziś, po siedmiu latach realizacyjnych przepychanek i dezercji z projektu kolejnych współpracowników, autorski scenariusz reżysera oparty na historii pogromów w Jedwabnem w końcu możemy oglądać na ekranach kin.

Rok 2001. Franciszek Kalina (Ireneusz Czop) po dwudziestu latach emigracji w USA wraca do rodzinnej wsi, by sprawdzić, czemu żona jego młodszego brata postanowiła opuścić męża i zwalić się na głowę Franciszkowi i jego rodzinie. Od samego brata za dużo się nie dowie – jeżeli już, to tego, że Józek (Maciej Stuhr) wciąż ma starszemu bratu za złe, że ten nie pojawił się na pogrzebie żadnego ze zmarłych rodziców. Franciszek, układając strzępki informacji to od komendanta posterunku policji (Zbigniew Zamachowski), to od znajomej lekarki z pobliskiego szpitala (Zuzana Fialova), w końcu znajduje przyczynę niechęci, jaką we wsi darzony jest jego brat: okazuje się, że Józek po gospodarstwach skupuje żydowskie macewy, które lokalnej społeczności od lat służyły jako materiał do utwardzania dróg i wychodków. Niekryjący swego antysemityzmu Franciszek nie do końca rozumie wewnętrzną potrzebę brata, by nagrobkom Żydów przywrócić należny szacunek, ale na prośbę proboszcza (Jerzy Radziwiłowicz) postanawia pomóc bratu usunąć ostatnie macewy, których użyto do budowy kościelnej studni. Prowadzona pod osłoną nocy wywózka płyt nagrobkowych roznieca konflikt braci z mieszkańcami wsi, w wyniku którego wyjdą na jaw wojenne tajemnice skrywane od pokoleń.

Podobnie jak niedawno Marcin Krzyształowicz, który przy okazji Obławy z ciekawym efektem zabawił się w partyzanckie Memento, Pasikowski ważką treść zakorzenioną w historycznych faktach ubiera w nietypowy mundurek; by opowiedzieć historię mordów na ludności żydowskiej, reżyser przyjmuje całkiem pospolitą konwencję dreszczowca, w którym wraz z bohaterem rozwiązujemy kryminalną zagadkę. Plusy takiego podejścia są przynajmniej dwa: 1. widz nie uświadczy tu martyrologicznej pompy, z jaką zwykle podawane są tego typu dania, 2. formuła kina gatunkowego zapewnia fabule nośność, o której kolejna ekranowa lekcja historii mogłaby jedynie pomarzyć. Efektem ubocznym zastosowania takiej a nie innej formuły może być nieprzyjemny zgrzyt pomiędzy bogatą w historyczne znaczenia treścią a popkulturową formą, i wynikające stąd ogólne spłycenie poruszanego tutaj problemu; może, ale w tym przypadku nie jest – powstający latami scenariusz Pasikowskiego, choć pomyślany jak dobry western, do podejmowanego tematu polskich grzechów podchodzi z wyczuciem, który dla innych może być wzorem, jak na ekranie rozliczać historię (a już na pewno twórców Bitwy pod Wiedniem).

Jedną z największych aktorskich niespodzianek filmu jest Ireneusz Czop – aktor do tej pory kojarzony głównie z rolą w serialu o psie-policjancie (Komisarz Alex). Jak wcześniej Linda, Baka, Kondrat i Radziwiłowicz, Czop wprawnie odgrywa hołubiony przez Pasikowskiego typ mężczyzny wewnętrznie rozbitego, ale zdeterminowanego, by zgodnie z własnymi zasadami „zrobić swoje”. Jego duet z Maciejem Stuhrem pobrzmiewa dokładnie tym rodzajem miłości, jaką wśród polskich rodzin spotyka się najczęściej – mieszanki braterstwa i współzawodnictwa trzymanej w kupie tradycją i poczuciem obowiązku.

Ireneusz Czop w roli Franciszka Kaliny idealnie wpisuje się w romantyczny wizerunek Polaka typowy dla kinematografii Władysława Pasikowskiego

Dla Macieja Stuhra Pokłosie to kolejna po Obławie rola, która potwierdza jego aktorski talent – w obu filmach obsadzony na przekór typowi, w obu przekonujący pomimo warunków niekoniecznie adekwatnych do potrzeb danej roli. Jeśli młody Stuhr komuś nadal kojarzy się głównie w komediowo-konferansjerski sposób, uprasza się o obejrzenie go jako małorolnego chłopa w Pokłosiu – aktor udowadnia, że wachlarz jego możliwości jest dużo szerszy niż taka czy inna wariacja na temat postaci sympatycznego, elokwentnego mieszczucha.

Przy całym tym profesjonalizmie wykonania (klimatyczne zdjęcia Pawła Edelmana i jak zwykle profesjonalna scenografia Allana StarskiegoPokłosie nie jest jednak filmem idealnym. Niektóre wymiany zdań między braćmi zalatują deklaratywną sztucznością  – szczególnie w początkowych partiach filmu. Podobne zastrzeżenia można mieć do postaci lokalnej lekarki – sposób gry Zuzany Fialovej w niektórych momentach kojarzy się bardziej z komediową umownością serii Kogel mogel niż z naturalizmem, o jaki tutaj zdaje się zabiegać reżyser (co potwierdzają świetne epizody Danuty Szaflarskiej i Roberta Rogalskiego jako jedynych mieszkańców obecnych podczas tragicznych wydarzeń z II wojny światowej).

Mankamenty te są jednak niczym w porównaniu z całością, która – ku zdziwieniu piszącego – rzeczywiście angażuje widza od pierwszych scen i trzyma w napięciu do samego końca. Idąc na Pokłosie, byłem przekonany, że Pasikowski – do twórczości którego sam mam dosyć ambiwalentny stosunek – położy film na całej linii przygnieciony niewyobrażalną wręcz wagą tematu polskiego antysemityzmu przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Widać jednak, że przez te wszystkie lata spędzone na kręceniu kolejnych serii Gliny i dopieszczaniu scenariuszy Katynia i Hansa Klossa. Stawki większej niż śmierć Pasikowski po cichu zbierał siły, by w końcu zrobić film na miarę jego talentu. Więcej niż zadowalający efekt jego pracy przy Pokłosiu połączony z informacją, jakoby reżyser w następnej kolejności miał zająć się tematem polskich agentów CIA w strukturach wojskowych PRL, daje nadzieję, że powrót Pasikowskiego na polskie ekrany może naszej kinematografii wyjść tylko na dobre. Witamy z powrotem, panie Władysławie!



(2 x KLAPS! =  całkiem dobry film)

FADE OUT: Dla nieprzekonanych – pomoc naukowa w postaci reportażu z wizytacji na planie przedstawicieli Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, który pomimo wstępnych obaw jednak postanowił współfinansować ten kontrowersyjny projekt.

Źródła: materiały dystrybutoraKinoRadio, YouTube

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

Podobno też fajne...

2 Responses

  1. Anonymous pisze:

    mogli sobie odpuscic ukrzyzowanie. albo jezeli juz to chociaz pociagnac ten watek a nie konczyc film. poza tym jest w miare strawnie.

  2. Anonymous pisze:

    Zgadzam sie z przedmóecą. Jest dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.