POWAŻNY CZŁOWIEK

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone
(A Serious Man)
USA/Wielka Brytania/Francja, 2009, 106 min.
Produkcja: Joel i Ethan Coen
Reżyseria: Joel i Ethan Coen
Scenariusz: Joel i Ethan Coen
Zdjęcia: Roger Deakins
Muzyka: Carter Burwell
Montaż: Joel i Ethan Coen
Scenografia: Nancy Haigh, Deborah Jensen, Jess Gonchor
Kostiumy: Mary Zophres
Występują: Michael Stuhlbarg, Richard Kind, Fred Melamed, Sari Lennick i inni
 
FADE IN: W okresie letnim w kinie mało rzeczy potrafi nas zaskoczyć – ciągłe kontynuacje, przeróbki, powtarzalne do bólu komedie i horrory robione według wciąż tego samego zestawu tanich trików. W przypadku przebywającego od kilku tygodni na naszych ekranach Poważnego człowieka mamy całkiem przyjemne odstępstwo od wakacyjnej reguły. Bo – oj wej – cóż to jest za film… Przy tej konkretnej propozycji braci Coen nawet ich przedostatni obraz, Tajne przez poufne (2008), jawi się jako film całkiem niepotrzebny, w którym to Coenowie usilnie starali się udowodnić coś, czego udowadniać już nie musieli – mianowicie, że w amerykańskim kinie nie mają konkurencji w podlanej smoliście czarnym humorem zabawie w konfrontowanie ze sobą idiotycznie ekstrawaganckich postaci. W Poważnym człowieku to nihilistyczne naśmiewanie się z nieświadomego swojej małości człowieka – choć nadal obecne – w końcu czemuś służy.
 
Poważny człowiek to osadzona u progu kontrkulturowych rewolucji lat 60. historia hiobowego losu Larry’ego Gopnika – wykładowcy fizyki z Minnesoty, którego matematycznie uporządkowany świat zaczyna rozpadać się pod naporem serii nieszczęśliwych wydarzeń (żona nagle chce rozwodu, ktoś wypisuje na niego donosy do pracodawcy, oblany uczeń szantażuje go podrzuconą wcześniej łapówką, a przemieszkujący u niego brat zaczyna mieć kłopoty z prawem). Przytłoczony chaosem, jaki wkrada się w jego życie, prof. Gopnik stopniowo traci wiarę w szwankujące prawidła logiki, i zaczyna rozpaczliwie poszukiwać wyjaśnienia w metafizyce, by koniec końców zrezygnowanym udać się po poradę duchową do głównego rabina swojej gminy.
Prof. Larry Gopnik (Michael Stuhlbarg) – człowiek poważnie zaniepokojony.

 

To żmudne przedzieranie się do największego lokalnego autorytetu poprzez pomniejszych w hierarchii rabinów zmyślnie dzieli film na rozdziały, w trakcie których stopniowane są i uwikłanie, i frustracja bogu ducha winnego bohatera nękanego przez coraz to nowe życiowe plagi. Nie jest to jednak kolejny sadyzm dla sadyzmu w wykonaniu braci Coen, którzy od czasu debiutanckiego Śmiertelnie proste (1984) znani są z pastwienia się nad stworzonymi przez siebie postaciami i, ogólnie, z niemiłosiernie protekcjonalnego tonu swych opowieści. W Poważnym człowieku – jak w Księdze Hioba – nękaniu głównego bohatera przyświeca bardziej zbożny cel: przetestowanie siły jego charakteru, z naciskiem na stosunek do wiary (Gopnik jest praktykującym Żydem). Chodzi o sprawdzenie, czy bohater jest w stanie godnie znieść niezawinione cierpienia (sfrustrowany profesor jak mantrę powtarza: „Ja przecież nic nie zrobiłem!”) i czy pod ich naporem w końcu złamie się i sprzeniewierzy wyznawanym zasadom bogobojnego, prawego (poważnego!) człowieka. Nie dajcie się jednak zwieść internetowym komentarzom: judaizm nie jest tutaj elementem, który sprawia, że ta ostatnia filmowa wypowiedź braci Coen jest tak hermetyczna, że aż nieczytelna. Owszem, Poważnego człowieka rozpoczyna tajemniczy prolog w całości prowadzony w języku jidysz, dodatkowo jednym z głównych wątków filmu jest zbliżająca się bar micwa lubującego się w ziołolecznictwie syna tytułowego bohatera, a całość ogólnie może sprawiać wrażenie podróży sentymentalnej braci Coen do świata ich dzieciństwa (a przez to – filmu o Żydach, dla Żydów). Jednak pomimo tej kulturowej jednowymiarowości, w Poważnym człowieku Coenowie przedstawiają całkiem uniwersalny wywód na temat dylematów wiary jako takiej, szukając odpowiedzi na pytania, które nie dotyczą wyłącznie wyznawców judaizmu (czemu Bóg doświadcza mnie w tak osobliwy sposób, skoro stosuję się do wszystkich jego przykazań? co Bóg chce mi przez to powiedzieć? czy wychodząc z domu, na pewno wyłączyłem żelazko?). A to, że na potrzeby filmowej wypowiedzi bracia korzystają z swojego kulturowego dziedzictwa… A z czyjego niby, jak nie ze swojego, mieliby korzystać?

 
Nieczęsto zdarza mi się sytuacja, kiedy zaraz po projekcji najchętniej dany film obejrzałbym raz jeszcze. W Poważnym człowieku świadoma niejednoznaczność historii (jak się ma ten odjechany prolog do całości?) i pietyzm, z jakim została opowiedziana (Roger Deakins chyba nie jest już w stanie zrobić lepszych zdjęć niż te tutaj), sprawiają, że chciałoby się tę tragikomiczną podróż odbyć raz jeszcze, i w pełni zrozumieć przełożenie wykładanej przez bohatera zasady nieoznaczoności na życie jego samego. A dodatkową zachętą jest fakt, że Poważny człowiek aż roi się od postaci, z których każda została napisana, obsadzona i zagrana tak, że trudno o nich zapomnieć (mój faworyt: rabin Nachtner (George Wyner), próbujący postawić Gopnika na nogi anegdotą o dentyście, który odnajduje tajne komunikaty w uzębieniu pacjenta), a większości z nich należałby się osobny film tylko o nich samych. Ale ten komentarz – na szczęście – odnosi się do większości obrazów autorstwa tego reżyserskiego duetu (świat nadal cierpliwie czeka na spinoff o Jesusie Quintana z The Big Lebowski, 1998).
 
Coenowie zawsze byli niecodziennym daniem i nie każdy za nimi przepada (ja sam np. nie trawię ich Ladykillers, 2004). Prześmiewczy, wyniośli, autotematyczni (hmm, ten zestaw cech kogoś mi przypomina…) – potrzeba specyficznego smaku, żeby delektować się takim zestawem. Z Poważnym człowiekiem jest podobnie: jednym smakuje, innym – całkiem do gustu nie przypada. I można w nieskończoność droczyć się o kinowe preferencje, ale dla mnie jedna kwestia nie podlega dyskusji – pod względem kompozycji filmowych elementów rzadko dane jest nam zasiąść do tak koszernie zastawionego stołu. (Jeżeli ktoś pomyślał, że piszę to na pusty żołądek, to ma rację!)


(1 x KLAPS! = film wybitny)

FADE OUT: Poniżej hippisowski szlagier, wokół tekstu którego w całości obudowano omawiany powyżej film. ”Poważnie?” Poważnie.

 

 

Źródła: YouTube, Wikipedia

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

Podobno też fajne...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.