SPADKOBIERCY

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

(The Descendants)

Stany Zjednoczone, 2011, 115 min.
Produkcja: Alexander Payne, Jim Burke, Jim Taylor
Reżyseria: Alexander Payne
Scenariusz: Alexander Payne, Nat Faxon, Jim Rash (na podstawie powieści
Kaui Hart Hemmings)
Zdjęcia: Phedon Papamichael
Muzyka: Dondi Bastone
Montaż: Kevin Tent
Scenografia: Jane Ann Stewart
Kostiumy: Wendy Chuck
Występują:  George Clooney, Shailene Woodley, Amara Miller, Beau Bridges i inni
Dystrybucja: Imperial – Cinepix

FADE IN: George Clooney – ten to dopiero miał pracowity rok. Współtworzył scenariusz, wyprodukował i wyreżyserował bardzo dobry film o ciemnej stronie amerykańskiej polityki (Idy marcowe), na dodatek świetnie zagrał w nim jedną z głównych ról. Od zeszłego piątku w polskich kinach możemy podziwiać kolejne zeszłoroczne dokonanie aktora – rolę hawajskiego prawnika, któremu świat wali się na głowę w Spadkobiercach Alexandra Payne’a.

Payne to praktycznie u nas nieznany reżyser filmów obyczajowych, których tematem w głównej mierze jest to, co dzieje się z mężczyzną, kiedy ten najlepsze lata ma już za sobą. O tym traktował Schmidt (2002) z Jackiem Nicholsonem w roli emeryta i świeżo upieczonego wdowca, który próbuje odnaleźć kontakt z córką; podobny obszar określały również Bezdroża (2004), gdzie dwóch przyjaciół w średnim wieku (Paul Giammati i Thomas Haden Church) podczas wycieczki po winnicach Kalifornii kontemplowało sens życia po czterdziestce; w serialu HBO Wyposażony (2006-2012), którego Payne był producentem wykonawczym, przez trzy serie dane nam było poznawać perypetie hojnie obdarzonego przez naturę nauczyciela (Thomas Jane), który – popadłszy w finansowe i tożsamościowe tarapaty – zaczął dorabiać jako męska prostytutka. Nagrodzeni dwoma Złotymi Globami Spadkobiercy kontynuują temat mężczyzn na skraju załamania nerwowego: Matt King (Clooney), prawnik-pracoholik i jeden z właścicieli malowniczego skrawka ziemi na jednej z hawajskich wysp, musi odnaleźć się w roli jedynego rodzica dwójki dorastających i krnąbrnych córek. Jakby tego było mało – po tym, jak żona zapada w śpiączkę na skutek wypadku – Matt dowiaduje się, że małżonka miała romans z prawnikiem odpowiedzialnym za negocjowanie umowy o kupno ziemi, którą bohater otrzymał w spadku po swoich przodkach.
„Patrzcie, dzieci. To tutaj kręcono ostatni odcinek Zagubionych – największej ściemy w historii telewizji”.
Clooney nieraz już obsadzany był na przekór typowi ekranowego amanta, jaki wyrobił sobie popularnymi rolami przystojnych lekarzy (serial Ostry dyżur), przystojnych agentów (Peacemaker, Syriana) czy przystojnych kasiarzy (Co z oczu, to z serca, Ocean’s 11-13). Jednak podczas gdy role w Człowieku, który gapił się na kozy Granta Heslova czy Tajnym przez poufne braci Coen były stricte komediową farsą, postać, jaką z pietyzmem buduje w Spadkobiercach, jest wielowymiarowym portretem mężczyzny w średnim wieku, który w swoich zmaganiach z losem potrafi być i śmieszny, i tragiczny, jednocześnie oddając sprawiedliwość uczuciowemu spektrum wyznaczanemu przez te dwa stany. W rolach córek Clooneyowi partnerują dwie młode aktorki (Shailene Woodley i Amara Miller), których profesjonalizm – ku zaskoczeniu widzów – wcale nie odstaje tak bardzo od kunsztu gwiazdy filmu. Zapewne niemała w tym zasługa samego reżysera: Payne, jak mało który amerykański twórca kina, potrafi z umiejętności swoich aktorów (jakie miałyby one nie być) budować głęboko ludzkie postaci tworzące spójną, realistyczną wizję świata – bez tanich filmowych chwytów i sztampowych rozwiązań.

 

Spadkobiercy – podobnie jak W chmurach (2009) Jasona Reitmana trzy lata temu – to także niebanalny komentarz do aktualnej kondycji sponiewieranego amerykańskiego ducha. Opisując niełatwy proces godzenia się ze stratą na przykładzie hawajskiej rodziny Kingów, Payne próbuje dać ukojenie milionom swoich rodaków, którzy – oszukani przez państwo i finansistów, którym powierzyli oszczędności całego życia – podobnie jak zdradzony przez żonę Matt muszą odnaleźć metodę w hiobowym losie, jaki stał się ich udziałem. Reżyser ani nie krytykuje, ani nie próbuje nikogo na siłę zagłaskać: rozgoryczenie bohaterów przedstawia w kontraście z malowniczymi pejzażami hawajskich wysp i śpiewnym folklorem Polinezyjczyków, dając ludzkiemu bólowi i pięknu natury równe prawa w emocjonalnej strukturze swojego filmu. Co cieszy najbardziej, robi to bez ironii czy sarkazmu tak dzisiaj popularnych w formule współczesnego komediodramatu (kłania się Poważny człowiek braci Coen). I słowem nie wspomina o tym, że Hawaje są miejscem narodzin aktualnego Prezydenta Stanów Zjednoczonych.

 

Kino rodem z USA większości z nas kojarzy się głównie z eskapistyczną rozrywką, którą od dziesiątków lat serwuje nam nastawione na zysk Hollywood. W Spadkobiercach Payne udowadnia, że określenie „film amerykański” – zamiast desygnować powtarzalne, szablonowe przykłady kina gatunków – może wciąż oznaczać kinematografię, która opisuje problemy ludzi przypisanych do terytoriów Stanów Zjednoczonych – nawet jeżeli położne są one na peryferiach tego, co łączy się z typowymi wyobrażeniami o USA. A że przy okazji wydźwięk tej amerykańskiej historii o poczuciu straty okazuje się być całkiem uniwersalny – tym lepiej dla filmu (o widzach nie wspominając).


(1,5 x KLAPS! = bardzo dobry film)

FADE OUTPatrzę sobie na ten zwiastun poniżej i zastanawiam się, czy nie pójść do kina raz jeszcze przed niedzielnym rozdaniem Oscarów. Ten film ma emocjonalną głębię Drzewa życia Malicka i nic z jego pretensjonalności.


 
Żródła: IMDb, materiały dystrybutora

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

3 komentarze

  1. Ania pisze:

    ło, ja miałam prawie zupełnie odmienne wrażenia, może dlatego że to film jak piszesz o duchu amerykańskiego społeczeństwa, dla mnie te postacie nie były ani śmieszne, ani wzruszające, ani przekonujące; podobnie jak sam film, mnie nie przekonał a na nominację na pewno nie zasłużył

  2. KLAPS! pisze:

    Problem z tego typu autorskim kinem jest taki, że dzieli publiczność jak mało który gatunek: albo nadajesz na tych samych falach, co twórcy, i łatwo ci się zidentyfikować z emocjami, które płyną z ekranu, albo ta wrażliwość nie podchodzi ci wcale. Nie powiem, ten drugi scenariusz też mi się często zdarza, ale w tym konkretnym przypadku czułem, jakby ktoś mówił do mnie moim językiem.

  3. This is the perfect site for everyone who hopes
    to understand this topic. You realize so much its
    almost tough to argue with you (not that I
    really will need to…HaHa). You certainly put a new spin on a topic that
    has been discussed for a long time. Great stuff, just great!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.