• Bez kategorii

SZEFOWIE WROGOWIE

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

(Horrible Bosses)
USA, 2011, 100 min.
Producent: Brett Ratner, Jay Stern, John Rickard
Reżyseria: Seth Gordon
Scenariusz: John Francis Daley, Jonathan M. Goldstein, Michael Markowitz
Zdjęcia: David Hennings
Montaż: Peter Teschner
Muzyka: Christopher Lennertz
Scenograf: Shepherd Frankel
Kostiumy: Carol Ramsey
Występują: Jason Bateman, Jason Sudeikis, Charlie Day, Kevin Spacey, Colin Farrell, Jennifer Aniston, Jamie Foxx  i inni
Dystrybucja: Warner Bros. Polska

FADE IN: Mobbing – temat dla wielu jak najbardziej nieśmieszny (w przeciwieństwie do próby polskiego tłumaczenia oryginalnego tytułu omawianego filmu – tradycyjnie śmiechu wartej). Każdy dorosły człowiek z problemem nękania pracowników przez przełożonych spotkał się bądź to pośrednio lub nadużycia władzy w miejscu zatrudnienia doświadczył osobiście. Ja sam narzekać nie mogę – mój szef nie dość, że pracowity, to i swoich podwładnych ani psychicznie nie dręczy, nie molestuje, ani nawet nie wytyka palcami. Niestety bohaterowie filmu Setha Gordona (Cztery gwiazdki, 2008) nie mają już takiego szczęścia.

Harującego od rana do nocy za korporacyjnym biurkiem Nicka (Jason Bateman) tłamsi menedżer-sadysta (Kevin Spacey). Niekryjącego miłości do swojej narzeczonej Dale’a (Charlie Day) uporczywie molestuje dentystka (Jeniffer Aniston), u której zatrudniony jest jako asystent. Z kolei Kurt (Jason Sudeikis), pod groźbą zwolnienia w razie niesubordynacji zmuszony jest wdrażać godzące w dobro pracowników decyzje postrzelonego przełożonego-kokainisty (Colin Farrell). Trójce przyjaciół nie pozostaje nic innego, jak znosić dzień po dniu kolejne upokorzenia, a po godzinach, przy piwie obsmarowywać swoich szefów – w końcu w Stanach Zjednoczonych trwa recesja i na utratę pracy pozwolić sobie nie można. Właśnie podczas jednej z takich zaprawionych chmielem sesji narzekania rodzi się pomysł, by wynająć profesjonalnego mordercę i raz na zawsze pozbyć się przełożonych, którzy zmienili życie bohaterów w koszmar. Jednak gdy z trudem odnaleziony profesjonalista „Matkojebca” Jones (Jamie Foxx) sugeruje, że najbezpieczniej by było, gdyby bohaterowie – wzorem postaci z Nieznajomych z pociągu (1951) Hitchcocka – wykończyli swoich szefów nawzajem, pozostawieni sami sobie frustraci niezdarnie zabierają się do planowania zbrodni doskonałej.

Bobby Pellitt (Colin Farrell): narkoman, dziwkarz, burak, szef.
Film taki jak Szefowie wrogowie po prostu musiał powstać. I nie piję tu do tematu patologicznych zachowań w miejscu pracy – na tym obszarze z sukcesem od ponad dekady działają twórcy serii Biuro (najpierw brytyjskiej, obecnie amerykańskiej), w paradokumentalnym stylu przedstawiającej niecodzienną codzienność pracowników małych filii wielkich przedsiębiorstw. Mus pojawienia się komedii o grupce tzw. porządnych obywateli nieporadnie próbujących dokonać potrójnego morderstwa wynika bardziej z ogromnego sukcesu kasowego serii Kac Vegas, która oparta jest na podobnym schemacie (ułożeni przedstawiciele klasy średniej pod wpływem niedozwolonych substancji zmieniają się w zwierzęta, by ku uciesze widza, w narkotycznym zamroczeniu wielokrotnie łamać prawo). A skoro Toddowi Phillipsowi, reżyserowi obu części Kac Vegas, w ciągu ostatnich dwóch lat udało się dwa razy sprzedać widzom w zasadzie ten sam film, wcześniej czy później ktoś musiał zauważyć w tym wszystkim pewną prawidłowość i spróbować podłączyć się pod intratny trend. Pierwszą  nieśmiałą próbą zarobienia na sprawdzonej formule było zeszłoroczne Jutro będzie futro Steve’a Pinka – film na wszelki  wypadek asekuracyjnie przyprawiający ww. przepis odrobiną nostalgii za amerykańskim kinem młodzieżowym lat ’80. (dzięki magicznemu jacuzzi całkiem współcześni nam bohaterowie przenoszą się do lat świetności tapirów, ortalionu i muzyki duetu Wham!). Eksperyment powiódł się: do dzisiejszego dnia film zarobił 64,5 miliona dolarów przy trzydziestosześciomilionowym budżecie. Drugie w kolejce były Druhny Paula Feiga, obraz niekryjący swoich podobieństw do Kac Vegas (zamiast ekscesów świty pana młodego poznajemy tu perypetie psiapsiółek kobiety, która ma stanąć na ślubnym kobiercu), który od maja br. zdążył zgromadzić na koncie producentów pięciokrotność swojego trzydziestodwumilionowego budżetu.
Powyższe liczby najlepiej pokazują, że formuła Philipsa nadal działa, przynosząc coraz to większe zyski – bez względu na samą jakość produktu (Druhny miewają rzeczywiście śmieszne momenty, podczas gdy Jutro będzie futro nie może zdecydować się, czy jest bardziej infantylne, czy wulgarne). Szefowie wrogowie plasują się gdzieś pomiędzy tymi dwoma filmami, głównie dzięki niecodziennie dobrej obsadzie (psychopatyczni szefowie Farrell i Spacey robią tutaj najlepszą robotę, jednak ilość przeznaczonego im czasu ekranowego woła o pomstę do nieba). Zgodnie z zasadą wywiedzioną z Kac Vegas próby wykaraskania się z kłopotów grupy bohaterów są tak śmieszne, jak zabawne jest ich najsłabsze ogniwo (Zach Galifianakis, niespodziewana gwiazda dyptyku Todda Philipsa, zrobił karierę na tej jednej roli). Jego odpowiednikiem w Szefach wrogach jest praktycznie nieznany w Polsce Charlie Day, aktor serii Comedy Central U nas w Filadelfii, którego roztrzepanie i wysoki ton głosu, owszem, mogą śmieszyć, ale co najwyżej przez kwadrans. Całej sytuacji nie pomaga też zespół scenarzystów (John Francis Daley, Jonathan M. Goldstein, Michael Markowitz), którzy zbyt szybko rezygnują z komentowania niełatwych relacji pracodawca-pracownik na rzecz typowej komedii pomyłek przeplatanej gagami o kokainie i policzkowaniu penisem. Nie okłamujmy się: Życie biurowe (1999) Mike’a Judge’a to to nie jest.

Dla ludzi potajemnie marzących o tym, by ich bezdusznym, bezkarnym zwierzchnikom stała się w końcu jakaś krzywda, komedia Gordona może być bezpiecznym wentylem dla latami gromadzonych negatywnych emocji (co by tłumaczyło popularność filmu na naszych ekranach – w ciągu dziesięciu dni od premiery obraz zdążyło obejrzeć 120 tysięcy widzów). Od produkcji z takimi nazwiskami na afiszu chciałoby się jednak czegoś więcej niż tylko bycia tanim ekwiwalentem kozetki u psychoterapeuty, ale pod koniec tak ubogich filmowo wakacji jak tegoroczne i to musi wystarczyć. A jeżeli kogoś Szefowie wrogowie nie usatysfakcjonują, zawsze może cieszyć się szczęściem szefów studia Warner, którzy od lipca br. zdążyli na filmie zarobić ponad 80 milionów dolarów. K-czing!


(3 x KLAPS! = przeciętny film)

FADE OUT: Jeśli przed pójściem do kina nie chcecie znać najśmieszniejszych momentów Szefów wrogów, w żadnym wypadku nie oglądajcie poniższej zajawki – zdradza najlepsze sceny tego nie najlepszego filmu.

Źródła: Box Office Mojo, YouTube, Filmweb, materiały dystrybutora

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.