GLASS: szklanka w połowie pełna?

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

glass

Stany Zjed., 129 min.
Reż. M. Night Shyamalan
Dystrybucja: Blumhouse/Universal

W 2000 r. M. Night Shyamalan wyprzedził epokę, tworząc Niezniszczalnego – wybitną dekonstrukcję filmu superbohaterskiego, na dekadę zanim wszystkie te Marvele i DC nawet pomyślały o bardziej odważnym bawieniu się komiksowymi tropami. 16 lat później, reżyser lubujący się w scenariuszowych woltach zaskoczył widzów obrazu Split, zdradzając w finale, że historia strażnika z zaburzeniami osobowości dzieje się w tym samym uniwersum, co Niezniszczalny. Rok 2019 przynosi konkluzję historii nadludzi z Filadelfii oraz przewijających się przez poprzednie filmy dywagacji na temat tego, jak duże znaczenie mają traumatyczne zdarzenia w uruchamianiu ukrytego potencjału ludzkiego mózgu.

Pod koniec lat 60. XX w. amerykański naukowiec Alexander Schauss prowadził badania nad wpływem koloru różowego na zachowanie człowieka. Jego praca była kontynuacją badań szwajcarskiego psychiatry Maksa Luschera, który twierdził, że obecność danego koloru w otoczeniu może powodować taką lub inną reakcję emocjonalną i uwalnianie adekwatnych hormonów. Eksperymentując na sobie, Schauss dowiódł, że wpatrywanie się w jeden konkretny odcień różu (o numerze P-618), powoduje znaczne zwolnienie pracy serca i systemu oddechowego, co ma działanie uspokajające.

W 1979 r. Schaussowi udało się przekonać dyrektorów więzienia w Seattle, Bakera i Millera, by pomalować kilka więziennych cel na ten właśnie odcień i obserwować wpływ koloru na więźniów. Raport z badania potwierdził, że wystarczył ok. kwadrans przebywania w różowym pomieszczeniu, by znacznie obniżyć poziom agresji u osadzonych. Od tamtego czasu kolor P-618 znany jest jako róż Bakera-Millera.

Czemu o tym piszę? Raz, że najważniejsza scena Glassa, rozgrywa się w takim właśnie różowym pomieszczeniu, dwa, że ta ciekawostka na temat wpływu koloru na stany emocjonalne człowieka jest dużo bardziej zajmująca niż wszystko to, co Shyamalan ma nam do powiedzenia w swoim nowym filmie. Reżyser wpadł na niefortunny pomysł, jakoby konkluzja historii zapoczątkowanej w Niezniszczalnym musiała zasadzać się na scenariuszowym zabiegu, gdzie bohaterowie dwóch poprzednich filmów – „niezniszczalny” Kevin Dunn (Bruce Willis), manipulator-terrorysta Elijah Price (Samuel L. Jackson) i nadludzko silny Kevin (James MacAvoy) – lądują w szpitalu psychiatrycznym, gdzie jakaś pani doktor (Sarah Paulson) będzie ich przekonywać, że ich niecodzienne zdolności bez problemu da się wytłumaczyć nauką. Motywacja pani doktor w świecie filmu ma jak najbardziej sens (jej powody zdradzone są w finale), jednak poświęcanie 1/3 historii na udowadnianie czegoś, co w dwóch poprzednich filmach zostało już pokazane jako de facto nadnaturalne cechy, sprawia, że ogląda się to z narastającym zniecierpliwieniem.

Poza tym: nie można zatytułować filmu nazwiskiem postaci i włączyć tę postać do akcji tak naprawdę dopiero w trzecim akcie. Znaczy się, oczywiście, można, ale trudno się dziwić, że widz wychodzi z kina zawiedziony (tym bardziej, że z tercetu głównych aktorów to Jackson gra tu najciekawiej – a paradoksalnie w „jego” filmie jest go najmniej pod względem czasu ekranowego). Shylaman woli swoją uwagę poświęcić MacAvoyowi i jego dwudziestu trzem malowniczym osobowościom, co jest zwykłą redundancją, biorąc pod uwagę, że właśnie takim samym mało wyszukanym aktorskim popisom poświęcony był poprzedni film, Split. W całościowym rozrachunku najgorzej wypada postać Willisa, bo choć to jego wątek rozpoczyna film, i w zasadzie sam heros na ekranie obecny jest cały czas, to scenariusz Shylamana i historia, która próbuje opowiedzieć, zdaje się całkiem zapominać o jego statusie bądź co bądź bohatera tego uniwersum, ciągle spychając jego postać na trzeci plan (nie pomaga temu ospałe aktorstwo Willisa).

Jednak rzeczą całkiem niewybaczalną jest to, jak Shylaman wykorzystuje te postaci dla zaserwowania nam obowiązkowej scenariuszowej wolty, przy okazji odzierając cały tercet z godności budowanej przez trzy filmy. Plot twisty fajna rzecz, ale próbując za wszelką cenę zaskoczyć widza, reżyser poświęca zdecydowanie zbyt dużo ze świata przedstawionego, żeby mogło się to kalkulować. Cena, jaką w Glassie płacą postaci tego świata za fanaberie reżysera, przekłada się na jeden z najbardziej bezsensownych finałów w kinie hollywoodzkim w ostatnich latach, zbudowanym na obecności dodatkowej siły w tym świecie (no spoilers), która zostaje zaanonsowana dosłownie na kwadrans przed końcem filmu.

Biorąc pod uwagę, że oglądamy konkluzję historii rozpisanej na trzy filmy (z którego pierwszy dodatkowo uważany jest za najlepszy film reżysera), takie rozwiązanie sprawia wrażenie nie zaskoczenia, ale zwykłego braku inwencji i dobrego planowania w opowiadaniu historii.

Jak byście się czuli, gdyby na chwilę przed wielkim pojedynkiem z Jokerem Batman u Nolana najzwyczajniej wpadł pod samochód? (Nie to, że w Glassie ktoś wpada pod samochód, ale wiecie o co chodzi.)

Akademicy nazwą to dekonstrukcją superbohaterskiego schematu – dla mnie to zwykłe lenistwo.

Clapper-boardSMALL-GREYClapper-boardSMALL-GREY

(3 x KLAPS! = przeciętny film)

Źródła: materiały dystrybutora

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.