JESTEŚ BOGIEM

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

Polska, 2012, 110 min.
Reż. Leszek Dawid
Dystrybucja: Kino Świat

W ostatni weekend film o krótkim żywocie niszowego zespołu (który dodatkowo już nie istnieje), zmiażdżył międzynarodową konkurencję i przywiódł do polskich kin prawie 374 tys. widzów, ustalając tym samym rekord otwarcia w 2012 r. W bieżącym roku na skromne Jesteś Bogiem Polacy wybrali się chętniej niż na wysokobudżetowe i długo wyczekiwane Mroczny Rycerz powstaje czy Avengers w pierwsze weekendy ich wyświetlania. Co takiego jest w filmowej historii Paktofoniki, że na film Leszka Dawida młodzi Polacy walą drzwiami i oknami?

 

Odpowiadać na to pytanie w tym miejscu nie wypada – inaczej nikt nie będzie chciał doczytać tej recenzji do końca. Dlatego też, nim podzielę się z Szanownym Czytelnikiem moją nieśmiałą diagnozą, przyjrzyjmy się temu, co w filmie na podstawie legendarnego scenariusza Macieja Pisuka zagrało, a co nie.

 

Istniała obawa, że filmowa wersja genezy hiphopowego składu ze Śląska stanie się – poprzez nieadekwatne sportretowanie tematu i ludzi, których on dotyczy – pośmiewiskiem środowiska, które próbuje opisywać. Nic bardziej mylnego: odgrywający nastoletnich członków zespołu Tomasz Schuchardt (Fokus), Dawid Ogrodnik (Rahim) i, przede wszystkim, Marcin Kowalczyk (Magik), odrobili swoje zadanie domowe lepiej niż można się było tego po nich spodziewać – nie dość, że wyglądają jak ich życiowe pierwowzory (z których 2/3 pracowało na planie jako konsultanci), to dodatkowo są nimi także głosem, grymasem i gestem. Nikt tu pokracznie nie macha rękami, próbując naśladować hiphopowe ruchy jak Grzegorz Halama parodiujący Molestę – ci trzej młodzi aktorzy na potrzeby filmu stali się ulicznymi poetami pełną gębą (do czego zmusił ich sam reżyser, każąc pisać własne teksty i rymować je na poczekaniu). Choć dla Leszka Dawida to dopiero drugi pełen metraż (po wielokrotnie nagradzanej Ki), ten czterdziestojednoletni reżyser prowadzi film zaskakująco pewną ręką, dbając nie tylko o poziom wkładu całego zespołu aktorskiego (ujmujący Arkadiusz Jakubik jako wydawca Gustaw), ale także o spójność estetyczną całego przedsięwzięcia (brawa dla Katarzyny Sobańskiej-Strzałkowskiej za świetną scenografię do surowych zdjęć Radosław Ładczuka). Jeżeli ktoś liczył, że Jesteś Bogiem będzie jedynie odtwórczą kopią Ósmej mili Hansona, będzie miał okazję przyjemnie się rozczarować.

 

Cieszy również to, że Jesteś Bogiem, będąc filmem pokoleniowym, odpycha pokusę kulturowej kliszy i nie próbuje na siłę konfrontować ówczesnych dwudziestolatków z pokoleniem ich rodziców – jeżeli możemy mówić tutaj o jakimś buncie, to tylko i wyłącznie w kontekście walki ze nakazem podporządkowania się rygorowi szkoły i oczekiwań społeczeństwa ogólnie (znalezienie „normalnej” pracy, ustatkowanie się itp.). Na dłuższą metę rodzice bohaterów akceptują twórczą pasję swoich pociech (zwraca uwagę Przemysław Bluszcz jako opiekuńczy ojciec Magika) i w żadnym wypadku nie są ich wrogami – co w kontekście chociażby modelu rodzicielstwa pokazanego w Sali samobójców (także produkowanej przez Jerzego Kapuścińskiego) pokazuje, jak bardzo zmieniły się relacje wewnątrzrodzinne w ciągu dwóch dekad smakowania osiągnięć dzikiego kapitalizmu. I to właśnie nowy system wartości zdaje się być głównym nemezis bohaterów, którzy – mentalnie nadal zależni od bezpieczeństwa, jakie dawał kokon państwa opiekuńczego – gubią się w labiryncie finansowych podstępów i pokus, które przywiał wiatr z Zachodu (co dosyć mało subtelnie symbolizuje scena, w której Magik kluczy po korytarzach właśnie otwieranego, pierwszego hipermarketu w okolicy). Dzięki wiarygodnemu nakreśleniu tej ideologicznej szamotaniny w okresie transformacji, film Leszka Dawida – nominalnie muzyczny paradokument – odważnie wchodzi na teren zwykle zarezerwowany dla kina społeczno-historycznego.

 

Badając drugie dno Jesteś Bogiem, warto również przyjrzeć się poziomowi meta, na jaki ni stąd ni zowąd weszło całe to przedsięwzięcie. Bo tak jak członkowie zespołu – zarówno w rzeczywistości, jak i w filmie – chodzili od wydawcy do wydawcy z nadzieją, że akurat ten następny okaże się profesjonalistą i ich nie oszuka, tak autor scenariusza Maciej Pisuk przeszedł własną gehennę, próbując znaleźć współpracowników, którzy pomogliby przenieść jego wizję na ekran, nie starając się jednocześnie podpisywać się pod jego pomysłami. Po latach nieprzyjemnych doświadczeń scenarzysty z pseudofilmowcami, koniec końców scenariusz w 2009 r. opublikowała Krytyka Polityczna, do tekstu dołączając obszerny wywiad z Pisukiem, w którym autor przedstawiał kulisy pracy nad tekstem, swoim przykładem dobitnie ilustrując, jak trudno scenarzyście bez nazwiska zaistnieć w polskim półświatku filmowym. Dopiero dzięki tej środowiskowej interwencji scenariuszem zainteresowali się poważni producenci, doprowadzając do realizacji tekstu Pisuka w legendarnym Studiu Filmowym Kadr (Niewinni czarodzieje, Faraon, Rewers). Na swojej drodze do samorealizacji skład Paktofoniki przeszedł podobnie wyboistą drogę, ale by ich muzyka zyskała w końcu profesjonalną medialną reprezentację, musiało dojść do tragedii.

 

Skoro już jesteśmy przy tragicznej śmierci frontmana grupy, przejdźmy do tych niewielu zastrzeżeń, jakie do filmu mieć można. Bo jeżeli coś w Jesteś Bogiem może denerwować to właśnie przesadnie elegiczny ton, który szczególnie mocno odczuwalny jest w ostatnich minutach filmu. Oto z konwencji wyważonego humorem dramatu społecznego (á la Ken Loach) reżyser w finale decyduje się przejść na język martyrologicznego patosu, pełen zwolnionego tempa i pożegnań na tle archiwalnych zdjęć, i ta stylistyczna wolta wydaje się całkiem niezasłużona w kontekście historii postaci, którą poznawaliśmy przez większość filmu. Oczywiście, rzecz oparta jest na faktach, a poległym szacunek się należy, jednak pompa, z jaką się to odbywa, jest niewspółmierna do zasług naszego nie bez winy bohatera (scenariusz nie ukrywa, że Magik nie był ani najlepszym mężem, ani ojcem, ani współpracownikiem). W ten sposób Jesteś Bogiem niebezpiecznie wpisuje się w typowo polską tradycję wystawiania pomników tym, których główną zasługą było to, że mieli odwagę stanąć do walki z siłą potężniejszą niż oni sami, i w tej walce polegli. Romantyczny rys bohatera tej historii zdaje się być głównym elementem, który pozwala setkom tysięcy dwudziesto- i trzydziestolatków identyfikować się z postacią ulicznego poety, który – chcąc być panem własnego losu – skończył jak każdy Ikar, któremu marzyły się zbyt wysokie loty. Komu jak komu, ale nam, Polakom, ten słodki fatalizm i umiłowanie spektakularnej porażki gra w sercu już od stuleci. Czy to plus, czy to minus – niech każdy odpowie sobie sam.

 


(2 x KLAPS! =  całkiem dobry film)

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

Podobno też fajne...

1 Response

  1. Anonymous pisze:

    Za dużo Magika, za mało rapu. Ale film ogólnie w pyte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.