MARGARET

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page


(Margaret)

Stany Zjednoczone, 2011, 150 min.
Reż. Kenneth Lonergan
Dystrybucja: Imperial-Cinepix
Margaret Kennetha Lonergana, film który teoretycznie gotowy był już w 2008 r., z czteroletnim poślizgiem w końcu trafia do kin. Powód opóźnienia? Montażowe przepychanki między studiem, producentem a reżyserem w kwestii wersji, jaka powinna wejść na ekrany (mecenasi żądali filmu poniżej dwóch i pół godziny, reżyser – mając na uwadze wewnętrzną spójność filmu – nie chciał zejść poniżej trzech). Nic po tym: dobre, uniwersalne kino upływu czasu się nie boi, a Margaret jest tego najlepszym przykładem. 


Nazwisko dramatopisarza i reżysera Kennetha Lonergana w Polsce jeżeli już z czymś się kojarzy, to głównie ze scenariopisarskimi dokonaniami Amerykanina: to na podstawie jego sztuki powstały dwie części Depresji gangstera Harolda Ramisa, to on pomagał Martinowi Scorsese uporządkować scenariusz do Gangów Nowego Jorku (za co Scorsese odwdzięczył się montując wespół z Thelmą Schoonmaker jedną z wielu wersji Margaret). Mało kto jednak – może za wyjątkiem filmoznawców – poznał Longerana od strony reżyserskiej, a szkoda, bo jego subtelny debiut Możesz na mnie liczyć (2000), z Laurą Linney i Markiem Ruffalo jako osieroconym rodzeństwem, to mądrze napisane i wspaniale zagrane kino obyczajowe, które z widzem zostaje na długo. 


Margaret Lonergan wraca do motywu życia na przekór traumie, jednak tym razem z całkiem odmienną bohaterką i w diametralnie innej scenerii. Podczas gdy Możesz na mnie liczyć opisywało losy postaci przesiąkniętych leniwą atmosferą małomiasteczkowego Scottsville, nowy film reżysera przytłacza nas zgiełkiem ulic Nowego Jorku, w którym siedemnastoletnia Lisa (Anna Paquin)  – wychowująca się bez ojca córka znanej aktorki teatralnej (J. Smith-Cameron)  – próbuje określić się wobec siebie i świata. By nie było zbyt łatwo, nadpobudliwa Lisa staje się współsprawczynią wypadku, w wyniku którego w jej ramionach umiera nieznajoma kobieta (Allison Janney). Wydarzenie to i wynikające zeń poczucie winy drastycznie wpłynie na proces kształtowania się jej tożsamości tak społecznej, jak i seksualnej.


W ciągu kilku ostatnich lat, kiedy montażowe wojny związane z Margaret trwały w najlepsze, wokół filmu narosła opinia, jakoby mielibyśmy do czynienia tu z klasycznym przykładem arcydzieła przetrąconego przez finansową machinę Hollywoodu. Od biedy zaaprobowana przez reżysera wersja aktualnie dystrybuowana w kinach (choć o pół godziny krótsza od tej dostępnej w Europie na DVD) co prawda nosi znamiona wielkiego kina, ale daleko jej do precyzji i artystycznej spójności debiutu Lonergana. Zaskakująco mocno prowadzony przez Annę Paquin film lubi zgubić rytm wybijany przez jej rozedrganą, świetną kreację, i oddać się poetyckiej kontemplacji nad zagubieniem w labiryncie ulic obojętnych na ludzką tragedię. I choć paralele pomiędzy losem Lisy i jej miasta będą dla widza jasne (w trakcie powstawania filmu Nowy Jork zmagał się z podobną traumą – tą po wydarzeniach z września 2001 r.), to ilustracja tej figury panoramami miejskiej przestrzeni przyczynia się do wytracania tempa opowieści, co na dłuższą metę tylko mu szkodzi. Na szczęście cała reszta pozostaje bez zarzutu: otoczenie Lisy opisane jest bogato i bez czarno-białych podziałów (uwagę zwraca Jean Reno jako dżentelmen-antysemita podkochujący się w matce głównej bohaterki), kompleks ojca odnajduje odzwierciedlenie w lawirowaniu bohaterki między skrajnymi przedstawicielami płci przeciwnej (włącznie z fascynacją nauczycielem matematyki granym z wyczuciem przez Matta Damona), a sama Paquin – pomimo bycia dwudziestokilkulatką w trakcie kręcenia zdjęć – lepiej nie mogłaby zagrać sprzecznej natury bystrej acz próżnej nastolatki u progu dorosłości.


Ale chwila, bohaterką filmu jest Lisa, jej matka ma na imię Joan, a ofiara wypadku to Monica Patterson – gdzie więc ta cała Margaret? Otóż tytuł filmu nie określa bezpośrednio żadnej postaci występującej w filmie, a nawiązuje do wiersza Gerarda Manleya Hopkinsa, który – cytowany podczas lekcji angielskiego – subtelnie wykłada puentę całej historii. Jak brzmi sam cytat? Żeby się tego dowiedzieć, trzeba będzie zafundować sobie spacerek do kina. Warto.

(2 x KLAPS! =  całkiem dobry film)
Źródła: The New York Times, Amazon, materiały dystrybutora
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

2 komentarze

  1. Anonymous pisze:

    Wszystko fajnie, tylko w Łodzi np. tego nigdzie nie grają…<br /><br />Marzena

  2. KLAPS! pisze:

    Po Polsce film krąży w liczbie aż pięciu (!) kopii… Pewnie trochę minie, nim dotrze do Łodzi. Wszelkie reklamacje proszę kierować do dystrybutora filmu, Imperial – Cinepix. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.