MIĘDZY ŚWIATAMI

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

(Rabbit Hole)

USA, 2010, 91 min.

Reżyseria: John Cameron Mitchell
Dystrybucja: Kino Świat

Matko i córko, co za brutalnie żałosne tłumaczenie oryginalnego tytułu (ang. rabbit hole)… Mało tego, idealnie wpisujące się w świadomie mylny marketing ze strony polskiego dystrybutora, który – epatując w materiałach reklamowych takimi tytułami jak Inni Amenabara i Uwierz w ducha Zuckera – zdaje się sugerować, że w filmie będziemy mieli do czynienia z jakimś fantastycznym wątkiem. Nie dajcie się oszukać: nadprzyrodzonych elementów w Między światami całkiem brak (i bardzo dobrze, bo po Nostalgii anioła Jacksona dramatów z zaświatów ma się dosyć na co najmniej dekadę). Sam film jednak w ogólnej ocenie można jak najbardziej nazwać fantastycznym.

Becca i Howie Corbett (Nicole Kidman i Aaron Eckhart) to młode małżeństwo żyjące dostatnio gdzieś na przedmieściach Nowego Jorku. Obserwując ich uprzejme usposobienie zdradzane w codziennych kontaktach z ludźmi, trudno byłoby się domyślić, że osiem miesięcy wcześniej ich czteroletni syn Danny zginął w wypadku samochodowym. Ze stratą dziecka każde z małżonków stara się radzić sobie na swój sposób (on odnajduje ukojenie w spotkaniach grupy wsparcia i regularnym przeglądaniu zapisów wideo, na których widnieje syn, ona – w pieleniu ogródka i stopniowym usuwaniu z domu wszystkiego, co przypomina jej o zmarłym dziecku). Gdy wzajemnie wykluczające się strategie w końcu doprowadzą do poważnego kryzysu małżeńskiego, szukająca rozwiązania problemu Becca otrzyma wsparcie od nastolatka, który – podobnie jak ona – próbuje normalnie żyć na przekór obezwładniającemu poczuciu winy.
 
Nowy obraz Johna Camerona Mitchella (odpowiedzialnego m. in. za bezpruderyjny Shortbus z 2006 r.) jest filmową wersją wyróżnionej nagrodą Pulitzera sztuki Davida Lindsaya-Abairego. I choć scenariusz adaptacji wyszedł spod pióra samego autora nagrodzonego tekstu, nie oznacza to wcale, że w Między światami mamy do czynienia z kolejnym przegadanym dramatem ograniczającym się do słownych pojedynków kilku postaci uwięzionych we wciąż tych samych lokacjach (nawet jeżeli czasem taka formuła się sprawdza – The Sunset Limited Tommy’ego Lee Jonesa najlepszym przykładem). Dialogi w rzeczy samej błyszczą, ale świadomy specyfiki tekstu reżyser dba o to, by widz nie dusił się w zaprojektowanej przez niego filmowej przestrzeni (już sam temat godzenia się ze śmiercią kilkuletniego dziecka wystarczająco łapie za gardło): ze sceny na scenę jesteśmy sprawnie przerzucani pomiędzy wieloma przystankami codzienności bohaterów, z brawurą odgrywanych przez Eckharta i Kidman (nominowaną za tę rolę do Oscara®), a przytłaczający ładunek emocjonalny filmu niemal niezauważalnie rozdzielany jest na szereg postaci z najbliższego otoczenia młodego małżeństwa (na szczególną uwagę zasługuje tu Dianne Wiest w roli matki głównej bohaterki). Przekornie bogata paleta, którą posługuje się operator Frank DeMarco urozmaica jego głównie statyczne zdjęcia, nie pozwalając, by obraz Mitchella skończył jako przesycona żałobnym klimatem wizualna tautologia.
 
Po filmie podejmującym tak druzgocący temat z pewnością można było spodziewać się co najmniej dołującego klimatu (a nawet wręcz ekranowej rozpaczy na skraju załamania nerwowego). Tym bardziej cieszy fakt, że wiwisekcji moralności bogatych amerykańskich przedmieść w wydaniu Mitchella bliżej do niewymuszenie budujących wniosków, które w 2008 r z podobnie zarysowanej sytuacji wysnuwał Jonathan Demme w Rachel wychodzi za mąż niż np. do przyciężkawego fatalizmu, z którego znany jest Sam Mendes (American Beauty, 1999, Droga do szczęścia, 2008). Przykryte subtelną muzyką Antona Sanko Między światami to film zaskakująco delikatny i wyważony, w żadnej mierze niestarający się dokonać mordu na psychice widza tragizmem opisywanych wydarzeń. Szacunek dla widza przejawia się także w tym, że od samego początku  mało jest mówione wprost, historia stopniowo odbija w przyjemnie zaskakujące rejony, a wybory pozornie kartonowych postaci naprawdę trudno przewidzieć. Tę bezbłędną układankę ogląda się  z rosnącym zainteresowaniem, które pod koniec projekcji przechodzi w szczere zdziwienie, jak temat o takim emocjonalnym wyporze można podać z tak niewymuszoną lekkością.
 
Małe-wielkie kino, które twórczym wyczuciem i realizacyjną precyzją osiąga dokładnie to, co sobie zamierzyło.


(1.5 x KLAPS! = bardzo dobry film)

Źródła: materiały dystrybutora, YouTube

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

Podobno też fajne...

2 Responses

  1. Anonymous pisze:

    ciekawy blog. odkryty przypadkiem. i dobrze. <br />mnie urzekła subtelność tego filmu. jego tempo. <br /><br />Coco

  2. Bez zbędnej łopatologi i z niecodzienną subtelnością jak na tak druzgocący temat – film, który zaskakuje na wielu poziomach.<br />Dziękuję za miłe słowa i zachęcam do częstych odwiedzin:)<br /><br />Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.