MIŁOŚĆ

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Austria/Francja/Niemcy, 2012, 127 min.
Reż. Michael Haneke
Dystrybucja: Gutek Film

Gutek Film nie mógł znaleźć lepszej daty niż Dzień Zaduszny na wprowadzenie do polskich kin najnowszego filmu autora Białej wstążki (2009). Bez względu na to, jak zapatrujecie się na kwestię religii, to wyważone studium żegnania się z tym, co w życiu najważniejsze, jest najlepszą kodą do tych kilku dni, kiedy wspominamy tych, którzy już odeszli.

 

Miłość, nagrodzona Złotą Palmą podczas tegorocznej edycji festiwalu Cannes, to historia dwojga paryskich nauczycieli muzyki (Emmanuelle Riva i Jean-Louise Trintignant), których spokojną emeryturę przerywa wylew jednego z nich. Dla obojga osiemdziesięciolatków błoga jesień życia właśnie z dnia na dzień przeszła w zimę, podczas której przyjdzie im zamarznąć  – nie będzie już ani sobotnich wizyt w filharmonii, ani wspólnego czytania książek w wygodnych fotelach; niespieszne śniadania przepełnione wspomnieniami zastąpi mozolne karmienie, zmiana pieluch i męczące ćwiczenia bezwładnych kończyn. Szanując życzenie chorej żony, by nigdy więcej nie oddawać jej pod opiekę szpitala, mąż postanawia w domu zająć się sparaliżowaną po wylewie kobietą – na przekór córce (domagającej się „profesjonalnej” opieki nad matką), własnemu organizmowi (sam porusza się z wyraźną trudnością) i zdrowemu rozsądkowi (z żoną może już być tylko gorzej, więc na pewno sobie nie poradzi). Z pomocą pojawiającej się co kilka dni pielęgniarki mąż dogląda niknącej w oczach żony, obserwując powolny proces odzierania z godności człowieka, który jest dla niego sensem istnienia.

 

Znając chłodne podejście Michaela Haneke do konsekwentnie niełatwych tematów podejmowanych w jego filmach (kto widział którąś z dwóch wersji Funny Games, wie, że ta postawa niewzruszonego antropologa potrafi czasem wyprowadzić widza z równowagi), można się było spodziewać, że i ta historia miłości wystawionej na próbę potraktowana zostanie z akademickim dystansem, tak charakterystycznym dla austriackiego moralizatora. Obawy szybko zostają rozwiane: przy Miłości bezlitosnego obserwatora za kamerą zastąpiło cieplejsze alter ego Hanekego – siedemdziesięciolatek, który ze słabo maskowanym współczuciem przygląda się wydarzeniom, które wcześniej czy później staną się także jego udziałem. Zamiast pornografią umierania stonowany jak nigdy Haneke epatuje tutaj co najwyżej bezsilnością wobec ludzkiego cierpienia i biologii. Bezsilnością, która w końcu zmusi bohaterów, by zrewidowali swoje rozumienie tego, co to znaczy naprawdę kochać (ta specyficzna relacja tytułu z treścią jest zresztą jedną z najciekawszych figur zastosowanych w filmie).

 

Ten dwugodzinny dramat rozgrywający się w za drzwiami paryskiego mieszkania byłby nie do zniesienia bez wsparcia operatora, który wie, jak pokazać zamknięcie w czterech ścianach bez przyduszania samej historii klaustrofobiczną scenerią. Darius Khondji (amerykańska wersja Funny Games, O północy w Paryżu), pracując ze świadomością przestrzeni ograniczonej do kilkudziesięciu metrów kwadratowych, nie próbuje specjalnie udziwniać kadrowania wciąż tych samych pomieszczeń, ale przemyślaną kompozycją zapewnia temu, co widzimy, urozmaicenie niezbędne do tego, by skupić się na dramacie dwojga małżonków (zamiast na ciągle powracających lokacjach i scenografii). A ekranowy duet weteranów francuskiego kina wypełnia te kadry ekranową prawdą, która wymagała ogromnych pokładów aktorskiej odwagi: Jean-Louise Trintignant i Emmanuelle Riva, oboje dobrze już po osiemdziesiątce, swoje postaci grają tak, jakby od jakości ich pracy zależało, czy uda im się wyegzorcyzmować to, co w ich najbliższej przyszłości nieuniknione, czy już jutro podzielą los swoich ekranowych postaci.

Nie zdziwię się, jeżeli tych dwoje (jak i sam film) zostanie uhonorowanych podczas zbliżającej się gali rozdania Europejskiej Nagrody Filmowej (o przyszłorocznych Oscarach nie wspominając). Jak rok wcześniej Rozstanie Farhadiego, tak teraz Miłość przedstawia uniwersalne prawdy na przykładzie historii konkretnych ludzi, głośno mówiąc o kwestiach, które wszyscy woleliby przemilczeć. Trudno o bardziej prawdziwy film w świecie sztucznie napędzanym uwłaczającym kultem młodości.


(1,5 x KLAPS! = bardzo dobry film)

Źródła: materiały dystrybutora

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.