NIESAMOWITY SPIDER-MAN

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

(The Amazing Spider-Man)
Stany Zjednoczone, 2012, 136 min.
Reż. Marc Webb
Dystrybucja: UIP

Jeszcze nie tak dawno autor wylewał swoje żale na temat supremacji kina superbohaterów nad ambitniejszym repertuarem, a tu ni stąd ni zowąd spod jego klawiatury wychodzi kolejna recenzja jakiejś komiksowej adaptacji. Brak konsekwencji? Poniekąd, ale również pospolity niedosyt filmowych wrażeń; a głównie ciekawość, jak to filmowe kuriozum Marvelowi wyszło – bo żeby ledwo pięć lat po ostatniej części cyklu rozpoczynać wszystko od zera z nowym reżyserem (reżyser 500 dni miłości Marc Webb) i wymienioną obsadą (Andrew Garfield, Emma Stone), trzeba mieć albo rzeczywiście ciekawą alternatywę dla pomysłów zaprezentowanych w trylogii Sama Raimi’ego, albo po prostu nie po kolei w portfelu.


Scenariusz Jamesa VanderbiltaAlvina Sargenta i Steve’a Klovesa (ej, więcej was matka nie miała?) podąża schematem historii narodzin bohatera, podobnie jak w filmie Raimi’ego z 2002 r. I kiedy piszę „podobnie”, mam na myśli „prawie identycznie”, bo zaprezentowany tutaj proces przeobrażania się Petera Parkera ze szkolnego fajtłapy w ulicznego mściciela (z obowiązkowym wątkiem zdobywania serca koleżanki z klasy), niebezpiecznie przybliża film Webba do plagiatu pierwszej części trylogii Raimi’ego (entuzjaści komiksu docenią subtelne różnice w np. genezie charakterystycznego kostiumu, ale dla zwykłego zjadacza chleba pod względem dramaturgii to w zasadzie betka w betkę film Raimi’ego, nieśmiale przefiltrowany przez demaskatorską estetykę Kick-Ass Matthew Vaughna). Dwudziestoczteroletnią Emmę Stone (Służące, 2011) i starszego od niej o pięć lat Andrew Garfielda (Social Network, 2010) można od biedy kupić jako parę licealistów, ale już przesadzona geekowatość tego ostatniego niekoniecznie wszystkim przypadnie do gustu (płochliwy młodzian – w konfrontacji ze swoim obiektem westchnień – gubi się w słowach tak zajadle, że równie dobrze mógłby go grać Michael Cera lub Jesse Eisenberg – etatowe jąkadła Hollywoodu). Ku zaskoczeniu piszącego te słowa, najsłabszym ogniwem nowego Spider-Mana okazuje się Brytyjczyk Rhys Ifans (niezapomniany Spike z Notting Hill Rogera Mitchella): grany przez niego dr Curt Connors/Jaszczur to bolejący czarny charakter nieporadnie posklejany z gatunkowych schematów – przez to ani groźny, ani godny współczucia widza.


Jednak problem z Niesamowitym Spider-Manem nie w tym, że jest to przykład złego kina (w tak upalne lato stanowi on całkiem przyzwoitą rozrywkę w klimatyzowanym pomieszczeniu), lecz takiego, które – mimo stosunkowo profesjonalnego wykonania – zrobione zostało w całkiem złej wierze. Nie oszukujmy się: rozpoczynając od nowa Spider-Mana przygodę z dużym ekranem, producenci powodowani byli wyłącznie chęcią zysku (i – jak dowiedzieliśmy się przedwczoraj – wcale nie jednorazowego). Każdy reboot serii ma sens wyłącznie wtedy, kiedy stara formuła znalazła się na granicy autoparodii, a twórcy mają pomysł, jak z sukcesem ją odświeżyć (tak było w przypadku ostatnich Batmanów i Bondów, a ich komercyjny sukces był jedynie potwierdzeniem tego, że reanimacja pacjentowi wyszła na dobre); Webb i spółka w Niesamowitym Spider-manie nie dają nam nic nowego w stosunku do wizji Raimi’ego – jedynie odmłodzonych bohaterów i Pająka, którego szczenięce poczucie humoru spodoba się także młodszej widowni.


Przy całym swoim rozrywkowym potencjale nowy Spider-Man to świadectwo tego, jak krótki cykl życia ma w dzisiejszych czasach pojedynczy film. Skoro już teraz Hollywood nie ma problemu z tym, by co pięć lat wciskać nam ten sam kit, aż strach pomyśleć, co czeka nas w przyszłości.


(3 x KLAPS! = przeciętny film)

Źródła: materiały dystrybutora, Stopklatka

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

1 Response

  1. Anonymous pisze:

    film ujdzie, ale rzeczywiście mogli to sobie odpuścić. dużo za wcześnie jak na mój gust

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.