RESET

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

(Wrecked)
Kanada/USA, 2011, 89 min.
Reżyseria: Michael Greenspan
Dystrybucja: Hagi

Budzisz się gdzieś w ostępach kanadyjskich lasów unieruchomiony w roztrzaskanym samochodzie. Kierowca leży martwy dziesięć metrów przed autem, na siedzeniu za tobą rozkładają się zwłoki nieznajomego mężczyzny, a ty sam z niekłamanym dyskomfortem stwierdzasz, że masz otwarte złamanie nogi. Pokrwawiona głowa pulsuje jak diabli; nie wiesz, ile czasu minęło od momentu, kiedy ostatni raz byłeś przytomny. Jakby tego było mało, za cholerę nie możesz przypomnieć sobie ani skąd się tu wziąłeś, ani kim jesteś. Co robisz?

Jak to „co”? Rzecz jasna wyjmujesz z kieszeni telefon, włączasz lokalizację, sprawdzasz aktualne położenie, dzwonisz na policję, podajesz swoje namiary i – czekając na przyjazd panów w niebieskim – spokojnie przechodzisz kolejne poziomy Angry Birds. Problem w tym, że telefonu nie masz, a twój sztywny towarzysz podróży tym bardziej. Samochód jest na tyle strary, żeby nie znać technologii GPS. I co teraz?
W tej niesympatycznej sytuacji w Resecie odnajdujemy bezimienną postać graną przez Adriena Brody’ego (Predators, 2010, O północy w Paryżu, 2011). W filmie  Kandyjczyka Michaela Greenspana rola uhonorowanego Oscarem® aktora (za Pianistę Polańskiego) jest podwójnie nieprzejemna: nie dość, że większość filmu spędza, czołagając się obolały przez kanadyjskie bory, to dodatkowo na jego barkach spoczywa obowiązek udźwignięcia całości filmu, jako że w zasadzie mamy tutaj do czynienia z teatrem jednego aktora (inne postaci pojawiają się głównie w retrospekcjach/majakach wycieńczonego bohatera). I choć w ostatnich czasach Brody gra raczej hurtowo (od 2009 r. zdążył wystąpić aż w dwunastu filmach), do poziomu aktorstwa, jaki reprezentuje tutaj, nie idzie się przyczepić.

Reset jest pełnometrażowym debiutem Greenspana i, jak na debiut przystało, nie jest wolny od wad (cokolwiek ślimacze tempo wydarzeń, dosyć minimalistyczne podejście do dramaturgii). Trudno jednak zrozumieć, czemu ten skromny film zbiera u nas aż tak bezlitosne cięgi (jak chociażby w zeszłopiątkowej recenzji Pawła Mossakowskiego). Zgadzam się, Reset to kino survivalowe, któremu daleko do egzystencjalnej głębi, jaką ten rodzaj filmu potrafi nasączyć mistrz Herzog (Operacja Świt, 2007) – debiut Kanadyjczyjka nie jest nawet w stanie równać się z pop naturalizmem Danny’ego Boyle’a użytym w zeszłorocznych 127 godzinach. Nie znaczy to jednak, że film Greenspana jest artystyczną porażką i nie zasługuje na naszą uwagę nawet w minimalnym stopniu. Aktorstwo – choć niekwalifikujące się do nagród – jest tu na tyle przekonujące, by widz bez problemu mógł wejść w świat filmu i wczuł się w beznadziejną sytuację zmagającego się z amnezją bohatera (na domiar złego, radiowe wiadomości i bagażnik pełen pieniędzy każą mu wierzyć, że uczestniczył w napadzie na bank). Oniryczna oprawa muzyczna Michaela Brooka (The Fighter, 2010) idelanie wspiera  ograny motyw żmudnego dochodzenia do prawdy o sobie (konstrukcja zaczerpnięta z Mechanika Brada Andersona), skutecznie wyręczając scenarzystę (Christopher Dodd, także debiutant) i reżysera w budowaniu napięcia w tej pozbawionej dialogów historii. Zdjęcia? Dobre. Montaż? Bez zarzutu. Przekaz? Klarowny (a na pewno dużo bardziej niż w zbieżnym tematycznie Essential Killing Skolimowskiego). Gdzie jest to koszmarne filmidło, które wszyscy tak zaciekle krytykują, ja się pytam.

Obejrzałem z umiarkowanym zainetersowaniem, nie ziewając ani razu. Oby każdy młody filmowiec debiutował równie „źle”, jak Michael Greenspan.


(2,5 x KLAPS! = prawie dobry film)

Źródła: Co jest Grane, IMDb, materiały dystrybutora

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on LinkedInEmail this to someone

Podobno też fajne...

3 Responses

  1. Lech pisze:

    Mi by pasowalo nawet gdybym takiego filmu nie ogladalal juz kilka razy (Memento, Mechanik itd), motyw amnezji zreszta jest oczywiscie moco juz wyeksloatowany chociazby przez takie tytuly jakie Tozsamosc Bourne'a

  2. KLAPS! pisze:

    I dlatego tym bardziej idzie pogratulować twórcom umiarkowanego sukcesu, bo motyw mocno wyświechtany, a udało się go po raz kolejny sprzedać bez tandeciarstwa i łopatologii. Oh Canada!)

  3. Anonymous pisze:

    Mocno wydłużony odcinek "Alfred Hitchcock przedstawia".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.