SĘP

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

 

Polska, 2012, 133 min.
Reż. Eugeniusz Korin
Dystrybucja: ITI Cinema


Ostatnimi czasy Michała Żebrowskiego rzadko widujemy na kinowym ekranie, a jak już się pojawia, to głównie w produkcjach TVNu. W zeszłym roku gościł na drugim planie w historii Agaty Mróz Nad życie w reżyserii Anny Pluteckiej-Mesjasz, wyprodukowanym przez filmową odnogę popularnej stacji; w 2013 r. możemy podziwiać go w tytułowej roli w Sępie Eugeniusza Korina (z którym trzy lata temu założył warszawski Teatr 6. Piętro), podobnie powstałym z ramienia ITI Cinema. Z jedną z tych ról Żebrowski poradził sobie całkiem nieźle. Kto zgadnie z którą?

 

Jeżeli stonowany portret męża Agaty Mróz nie przypadł Wam do gustu, nie liczcie na zbyt wiele po Żebrowskim w roli nadkomisarza Wolina (przez kolegów pieszczotliwie nazywanego Sępem). Jako tytułowy policjant z wydziału wewnętrznego Żebrowski powinien mieć na tyle ekranowej prezencji, by zaskarbić sobie jeżeli nie sympatię widza, to chociaż jego uwagę. Niestety, razem z kilogramami odszedł ekranowy magnetyzm (aktor do roli schudł 10 kg) i niegdysiejszy Jan Skrzetuski w kryminale Korina jest tak pozbawiony ikry, że przyćmiewa go nawet Paweł Małaszyński, grający tu niegrzeszącego inteligencją kolegę z pracy. Jedyne, co na poziomie historii broni karygodnie mdły charakter policjanta w wydaniu Żebrowskiego, to fakt, że nasz Sęp z wykształcenia jest astrofizykiem, a do policji trafił niemalże przez przypadek; szkoda tylko, że scenariusz zdawkowo korzysta z tej wiedzy, i zamiast uczynić z niej dramaturgiczny atut, sprowadza przeszłość postaci do rekwizytu w mieszkaniu bohatera (czyli tablicy, na której bohater próbuje rozpisać logikę całej intrygi).

 

A cóż to jest za intryga. Kto już na wstępie domyśli się, co kieruje zorganizowaną grupą porywającą w filmie najniebezpieczniejszych przestępców w kraju, na Sępie nie powinien się jakoś specjalnie zmęczyć (no, chyba że aktorstwem Daniela Olbrychskiego, któremu tutaj nie chce się nawet wyraźnie wygłaszać swoich kwestii). Reszta, przez cały środek filmu (czyli mniej więcej godzinę), będzie zastanawiać się, co jest niby tak interesującego w tej standardowej zabawie w kotka i myszkę, że poczynaniom policjantów musi towarzyszyć oprawa dźwiękowa sugerująca narastające niebezpieczeństwo i egzystencjalną głębię (swoją drogą oprawa niezgorsza, bo autorstwa zespołu Archive). Na tym etapie scenariusz jednak nie przyniesie nam żadnych podpowiedzi czy nawet drobnych sugestii, w zasadzie jakichkolwiek działań ze strony opowiadającego, które miałyby podkreślić drugie dno opowieści na potrzeby widza. Zamiast tego Eugeniusz Korin (pięćdziesięcioośmioletni teatralny weteran debiutujący w roli reżysera filmowego) woli poświęcić czas na  całkiem niepotrzebne epizody postaci, które pojawiają się w bodajże jednej scenie, lub – co jeszcze gorsze – powroty po kilkudziesięciu minutach osób, o których zdążyliśmy już zapomnieć (jak chociażby wcześniej wspomniany policjant Małaszyńskiego czy obiekt westchnień bohatera grany przez Annę Przybylską). Gdy w końcu scenarzysta i reżyser przypomni sobie o widzu i uchyli rąbka tajemnicy, jaką skrywa intryga, jest już za późno, żeby odzyskać nasze zaufanie. Co jest o tyle bolesne, że finał Sępa udowadnia, że Korin miał całkiem niegłupi pomysł na film, a końcowa wolta mogłaby rzeczywiście zrobić na widzu wrażenie (gdyby ten nie wyłączył się jakieś 40 min. wcześniej, ma się rozumieć).

 

Możemy tylko domyślać się, co Żebrowski z Korinem chcieli osiągnąć tym projektem. Stworzyć polską odpowiedź na ekranizację skandynawskich kryminałów? Całkiem możliwe. Tym razem się nie udało – zawiódł przekombinowany scenariusz i nieciekawy bohater. Może na drugi raz, zamiast wymyślać samemu niestworzone historie, lepiej byłoby zaadaptować coś, czego literacką wartość potwierdzono już nagrodami a potencjalny zasięg – popularnością wśród czytelników? Podobno na polu polskiego kryminału niejaki Marek Krajewski radzi sobie całkiem dobrze… Taka sugestia tylko.
 


(3 x KLAPS! = przeciętny film)
 
Źródła: materiały dystrybutora

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.