TO BYŁO BARDZO SŁABE WRĘCZENIE OSCARÓW. I WCALE NIE PRZEZ TO, KTO WYGRAŁ

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page
1Do samych nagród odnosić się nie będę, bo wybory amerykańskich akademików od zawsze są dla mnie mocno kuriozalne, ale chciałbym podzielić się wrażeniami na temat samego show. Bo, o Czarny Jezusie, co to była za męczarnia.
Lubię humor Chrisa Rocka, ale oprócz kilku ciekawych obserwacji w otwierającym imprezę monologusugeknightoscars (np. zwrócenie uwagi na totalny bezsens podziału nagród aktorskich na męskie i żeńskie) większość materiału była zwyczajnie słaba, a niektóre gagi tak mocno zakorzenione w niskich rejonach Czarnej kultury, że aż nieczytelne dla większości zgromadzonych na widowni. Gdybym nie był fanem hip-hopu, sam bym nie wiedział, kto to jest Suge Knight (ochroniarz i były współpracownik Dr Dre), ale nawet z tą wiedzą powracający żart z zakutym w kajdany gangsterem na widowni był po prostu nieśmieszny).
 
Show transmitowany do widzów na całym świecie wymaga bardziej uniwersalnego rodzaju humoru – wiedział o tym Louis C.K., który świetnie pojechał po randze samych nagród i większości zgromadzonych na sali, prezentując Oscary dla Najlepszego Krótkometrażowego Filmu Dokumentalnego.

 
https://youtu.be/Bq1gDBeKAFE
 

giphy
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Rock zamiast wykorzystać pozycję prowadzącego do naświetlenia problemu rasizmu, kwestię tę skutecznie upupił (patrz: tragicznie słabe przeróbki oscarowych filmów z gościnnym udziałem Whoopi Goldberg, Leslie Jones i Tracy’ego Morgana, które tylko umacniały stereotypy na temat Czarnych). Dodać do tego żart prowadzącego na temat Azjatów, który totalnie nie wypalił i okazuje się, że problem traktowania mniejszości po macoszemu przez Hollywood został na oczach całego świata brutalnie zneutralizowany przez tę jedną osobę, która miała pozycję i środki, żeby powiedzieć coś ważnego i jednocześnie zrobić z tego jakąś formę rozrywki.
 

Skoro o rozrywce mowa: gdzie się podziały ten przepych i pompa, dla których ludzie oglądają transmisję z wręczenia Oscarów? Ja rozumiem, że nie każdy jest Neilem Patrickiem Harrisem, ale nawet jeżeli prowadzący nie śpiewa ani nie tańczy, nie oznacza to, że należy pozbawić galę jej tradycyjnych wyznaczników w postaci rewiowych inscenizacji. W tym roku przerywniki między nagrodami były pod tym względem szczególnie ubogie, a występy artystów nominowanych w kategorii Najlepsza Piosenka – nie dość, że ukrócone do zaledwie trzech z pięciu – też pozostawiały wiele do życzenia (jedna Lady Gaga wiosny nie czyni).
 
https://www.youtube.com/watch?v=25WBDOHEigA
 

Kiedyś prestiż nagród Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej był niezaprzeczalny. Dziś – z wszystkimi społeczno-artystycznymi kontrowersjami związanymi z Oscarami – ranga tej nagrody z roku na rok spada na łeb na szyję, a przaśne, niedorobione gale takie jak tegoroczna tylko w tym pomagają. Oby w 2017 r. było lepiej, bo w tym roku poziom tak nagród, jak i samego show, tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że noc oscarową najlepiej spędzić, dobrze się wysypiając.

 

Źródła: You Tube, NY Times, Huffington Post
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.